23/10/2012

no motivation



Cóż, zadziwiam samą sobie. Otóż, nie opieprzam się jak dzika, jak zwykle to mam w zwyczaju. Wtedy, kiedy mam masę rzeczy do zrobienia, a zupełnie nic mi się nie chce i kiedy tylko mam ochotę leżeć, pachnieć, natrzeć się nawilżającym balsamem i mieć wszystko w szerokim poważaniu. Wydaje się, że na dłuższą chwilę, a może nawet chwil kilka muszę zupełnie zapomnieć o tej fascynującej i cudownej formie spędzania wolnego czasu, bo zwyczajnie nie mogę sobie na nią pozwalać tak często i swobodnie jak dotychczas. A jest tak kuszące, jak czekolada. Jedna chwila i już nie masz ochoty przestawać.
Jedyne o czym dziś potrafię myśleć to to, żeby nie spalić ubrań podczas prasowania, masa słówek na określenie aparycji (ileż wspaniałych synonimów na wychudzonego czy też korpulentnego człowieka!) oraz plusy i minusy cenzury we współczesnym społeczeństwie. Czeka mnie jeszcze jedno z dwóch: Hamlet lub artykuł na temat wartości stylistycznych Deklaracji Niepodległości. Obie opcje tak fascynujące, że doprawdy, nie wiem, na co się zdecydować. -.-
Na koniec krótka, acz treściwa refleksja na temat nieudolności życiowej. 




18/10/2012

that place


london eye

Wrócić tam. Chociaż na parę chwil. Czuję jakąś dziwną, odległą, platoniczną tęsknotę za czymś, co ledwo znam a co jest mi cholernie bliskie. Z sentymentem przeglądam stare zdjęcia, uśmiecham się do siebie. Zupełnie inaczej bym to wszystko zaplanowała. Tak właśnie myślę. Tak z perspektywy czasu. Dziś nie zmarnowałabym ani minuty w tym mieście, chłonąc je jak gąbka wodę. I zadbam o to, by to nie było tylko głupie gdybanie niepokrywające się z rzeczywistością. Chcę, muszę, zrobię wszystko, aby tam znów być.

C Z Y T E L N I C Y