29/11/2012

katharsis,




Nie zsyłaj mi, Panie, Twych aniołów cichych 
Nie proszę o łaskę, o miłość, o szczęście 
W mej słodkiej pustelni niech mam swoje miejsce 
Z daleka od gwaru i kwiatów urodziwych 

Chcę znaleźć porządek, spokój, harmonię 
W wodach czystości zanurzyć ramiona 
Zmyć brud i hańbę, zostać oczyszczona 
Wiem, że wtedy cały świat dogonię


2010



27/11/2012

projekt oprawca: Alba

Zimny, szary, listopadowy. Taki dzień nie może być dobry. Taki dzień z góry spisany jest na porażkę.  Wstałam lewą nogą. Z reszta, jaka to różnica. Z nieba siąpi lodowaty deszcz. Wieje przenikający przez płaszcze wiatr, powietrze jest ostre. Nieprzyjemne. Wszystko jest nieprzyjemne. Spojrzenia przechodniów, których mijam w drodze do pracy. Oceniające, podłe. Wszystko jest podłe. Mój humor, moi dwulicowi przyjaciele, moje śmierdzące dymem i wilgocią mieszkanie, mój niedożywiony kot i moja nieodmienna samotność. Mam dość. Mam dość wszystkiego i wszystkich.
Drążącą ręką próbuję się nieudolnie upiększyć. Próbuję na sobie samej zrobić dobre wrażenie. Próbuję zrobić jakiekolwiek wrażenie. To już jakiś początek. Agresywny, czerwony lakier na paznokciach zbyt długo wysycha. Już coś zepsułam. Jakiś nieudany zaciek, jakaś brzydko zadarta fałda na palcu serdecznym. Niezdarną dłonią maluje bezbarwne powieki. Muszę. Zamglone oczy potrzebują wyrazu. Patrzę na kościste, jakby nie-moje palce. Długie, szpetne, wychudzone badyle. Do niczego się już nie nadają. Niezdarnie łapię pędzel i kreślę na twarzy nieregularne wzory. Uwydatniam moje niewydatne kości policzkowe, oczyszczam z wieczornej mgły spopielałe powieki. Nabieram koloru. Nie jestem tak paskudnie bezbarwna. Teraz jestem kiczowata. Przemalowana jak clown w depresji. W desperacji. Jestem desperatką. Ze wściekłością ochlapuję bladą skórę lodowatą wodą. Resztki makijażu spływają po zmęczonej twarzy, po szyi, po zbyt małych piersiach. Po braku piersi. Z lustra zerka na mnie karykatura człowieka. Patrzę na nią z pogardą. Ona na mnie też. Rozcieram gniewnie czerwoną szminkę. Mam w dupie taką kobiecość.
Mówiła, że mam poczuć się kobieco. Spróbować zaimponować moimi kobiecymi atutami. Komu? Tym wszystkim ludziom, którzy przechodzą przeze mnie jak przez chmurę? Szefowi, który ma mnie za nic? Matce, która sprzedałaby mnie za butelkę taniego wina? Mam zaimponować sama sobie? To ma pomóc mi poczuć się lepiej? Już naprawiłam sobie twarz. Mam pozornie-widzące oczy, pozornie-uśmiechające się, grzeszne usta. Rozplątałam szary kołtun smutnych włosów. Troskliwie gładziłam je szczotką. Niemal czułam ich łaszące pomruki, chcemy więcej. Teraz lśnią. Mienią się odcieniami brązu i czerwieni. Wszystko rozkwita, gdy otrzyma odpowiednią ilość troski. Teraz ubrałam moją ulubioną sukienkę. Stanęłam przed lustrem. Znów prysł czar. Wisi. Nie pasuje. Krzywdzę ją. Zasługuje, aby zdobić kogoś piękniejszego. 
Jestem zbyt nieidealna.
Kiedy ostatnio kwitłam? Kiedy to było? Wtedy, kiedy szorstkie dłonie w chłodne wieczory ścierały ze mnie trudy minionych godzin? Kiedy oddech pachnący kawą i przetrawioną nikotyną wplątywał się w moje niecierpliwe dłonie, scałowując z nich to, co chciałam ofiarować człowiekowi, który mieszkał ze mną w małej kawalerce przy Brzozowej? 
Ubieram eleganckie buty. Już jestem spóźniona na spotkanie. Zmieniłam sukienkę na jeansy i sweter. Na moją strefę bezpieczeństwa. Pędzę zaludnionym chodnikiem chwiejnym, niepewnym slalomem. Gubię kroki. Potykam się na patykowatych nogach. Jestem niedostrzeganym cieniem. Jestem chodzącym smutkiem. Zaraźliwą desperacją. Zazdrośnie zerkam na te kobiety, które bez godzin miziania twarzy milionem specyfików wyglądają jak królowe świata. Śledzę spojrzenia, które mężczyźni im posyłają. Liczą na tak wiele, nic nie dostaną. Patrzą na niewłaściwą kobietę. Ja tak wiele mogłabym im dać za chwilę uwagi.
W drodze do pracy wchodzę do piekarni. Zerkam na czekoladowe babeczki, na ciasta, które przypominają mi dom rodzinny. Na złocisty chleb, który uświadamia mi, jak bardzo jestem sama. Wychodzę z tanią kawą z automatu. Muszę się pospieszyć. 
Nie mogę. Nie mogę się zebrać. Wiem, że moja obecna praca jest niewystarczająca. Zupełnie tak, jak ja. Nie jest w stanie mnie utrzymać. Mnie i mojego kota. Muszę iść na to spotkanie. Nowe możliwości, zmiany. Mówiła, że to będzie dobre. Powinnam iść na przód. Ruszyć się. Działać. Cholera. Zwalniam kroku. Niemal stoję. Zatrzymuję się przed gmachem wielkiej korporacji. Jest naprawdę ogromny. Przytłacza mnie. Uciekam z płaczem. Jakiś głos woła coś za mną. Nie chcę słyszeć. Uciekam, ile sił w nogach nie odwracając się za siebie.
Dwie różowe i dwie białe. Gorzko. Sennie. Duchota. Gęsty dym z papierosa niebezpiecznie mnie otula. Zapijam gorycz zimną kawą. Oddech wraca do siebie. Już, Albo. Już jesteś bezpieczna. Miękki głos pieści moje zszargane nerwy. Bezbarwne powieki leniwie opadają. Jestem zmęczona. Przez przymknięte powieki widzę kartkę, która przypomina o wizycie. Z potoku niewyraźnych myśli wyłania się coś konkretnego. Co ja jej powiem? Znów stchórzyłam. Znów pokazałam, jak wielkim zerem jestem. 
Znów się boję. Boję się nicości, która mnie przejmuje. Wypełnia moją pustkę. Kontroluje, niszczy. Zabija. Kot wtula się w moje kościste, lodowate żebra. Bije we mnie ogniem, miękkością. Zasypiam.


odpowiedź na pytanie "czym jest projekt oprawca"? TU
pod listem gończym


____________________________________________

czytam: Nathaniel Hawthorne - Szkarłatna Litera 

anonymity,


Czym jestem...?

Jestem moim jedenastocyfrowym numerem PESEL. Jestem zbiorem liter i cyfr, które składają się na numer mojego dowodu osobistego. Jestem klientką kupującą ubrania na 159 cm wzrostu, buty w rozmiarze 37. Jestem moim dziewięciocyfrowym numerem telefonu śmiesznie zapisanym na liście kontaktów na Twoim nowym smartphonie. Albo siedmiocyfrowym numerem w komunikatorze Gadu-Gadu. Jestem niepoważnym adresem e-mail. Jestem numerem identyfikacji klienta banku internetowego. Jestem loginem na soup.io, na allegro i na last.fm. Jestem studentem numer 207718.  Jestem 0 Rh+. Jestem?



26/11/2012




Cóż z życia, gdy żyjąc, nie smakować życia
Nie widzieć, nie czuć nie można mi było?
Cóż miłość, gdy czując, nie czułam mrowienia?
Bez szczęścia, tych oczu, tylko Nic się tliło
W mym sercu niejasnym zimnym promieniem
W mgnieniu oka zgasło, nie żyłam chwil kilka
Czułam jak nicość wypełnia me płuca,
Krztusząc się wolnością znów pragnęłam życia.

/206 dni samotności/


dr. 2010



Coma - Pasażer


uświadomiłam sobie, jak wiele wody już upłynęło. z przerażenia i zdziwienia 
dramatycznie złapałam się za głowę
~730

24/11/2012

stars are chaotic beauty,

Gwiazdom często się nudzi. Wiszą sobie tak wysoko, ani pogadać, ani pośmiać się. "Ależ to nasze życie nudne!" - narzekają gwiazdy. - "A jakie długie!".
Podczas tego długiego życia, zdarzy się, że nagle jakaś sąsiadka gwiazdy Iksińskiej, zupełnie nagle i całkiem niespodziewanie, wybuchnie dynamicznie i hucznie, jak fajerwerki w sylwestra, robiąc masę hałasu i niszcząc wszystko na swojej drodze. Czasem się jakaś narodzi. Czasem coś wpadnie do Niby-Wszech-I-Wogóle Czarnej Dziury i przepadnie jak kamfora. Zassie się wtedy taka, wessie wszystko w siebie i myśli, że stanie się przez to lepszą. Nadyma się, pochłaniając wszystko, o co zahaczy.
Trzysta miliardów trylionów zylionów lat świetlnych od śmierdzącej Ziemi, która doprowadza się do totalnej autodestrukcji, pewna gwiazda Gieksińska rzekła nostalgicznie, gapiąc się w Nicość, do swojej gazowej sąsiadki, Rycińskiej: "Chyba zaraz przekroczę masę krytyczną i zapadnę się do środka, a na moich obrzeżach świat będzie się kończył. Ponadto, muszę dodać, że najpierw się wydmę, pęknę i dopiero zgasnę". Stara Rycińska spojrzała na nią sponad okularów, odrywając się od szydełkowania: "Zrób przy tym chaos. Będzie większy porządek, niż teraz na świecie panuje. Niech wyjdzie choć coś dobrego z tego wszechogarniającego huku".

22/11/2012

co mi mówi moja głowa?

Odlatuję myślami gdzieś daleko, oczy błądzą. Pod powieką, po ścianach, suficie, gdzieś po linii horyzontu, jakiś maleńki punkt za oknem staje się centrum wszechświata. Czasem udaję, że patrzę prosto w oczy, a tak naprawdę jestem bardzo, bardzo daleko. Czasem się zatracam. Czasem śnię. Czasem spotykam ludzi, którzy nie wiedzą, że tam są. Tam, czyli w mojej głowie. Zastanawiam się, co oni tam robią, kiedy nie są ze mną? Szukają mojej piątek klepki? Układają górę myśli na półkach, żeby coś jeszcze się zmieściło? Ucinają sobie krótkie pogawędki lub długie dyskusje na błahe tematy? Próbują mi coś wpoić, coś wybić z głowy, coś uświadomić? A może wtedy wcale ich tam nie ma?
Co oznacza, że spotkałam tą czy tamtą, konkretną lub niekonkretną osobę? Przypadkowego przechodnia, panią z kiosku, znajomego poznanego w wakacje, przyjaciela ze szkoły, koleżankę, z którą dzieliłam ławkę lub taką, z którą dzieliłam sekrety? Wracają słodko-gorzkie wspomnienia? A może podświadomość mówi mi: tęsknisz. A może coś w rodzaju jesteś im coś winna. Albo oni też za tobą tęsknią. Wracam z nimi do miejsc, które w głowie gdzieś upchnęłam i chciałam nie-pamiętać. Tam, gdzie od ścian i powiek odbijają się zapomniane głosy, gdzie dłoń, której dotyku nie znałam, klepie mnie po ramieniu i chce prowadzić gdzieś na manowce.  
Co mi mówi moja głowa? Wraca niepamięć? Wraca to, co uleciało z czasem i to, co na siłę wypierałam z pamięci? A co jeśli nie chcę? Nie chcę i nie mam siły walczyć? A jeśli chcę spotkać kogoś, kto już dawno u mnie nie był? U mnie w głowie. I wcale nie mówię to o zdrowym rozsądku.




P.S: Jeśli jeszcze ktoś się nie załapał i nie zna nowiny, na blogu publikowane są fragmenty "projektu: oprawca". Część pierwszą można znaleźć TU, kolejne już wkrótce. W pasku bocznym można znaleźć dział "PROJEKT: OPRAWCA". Znajduje się tam odnośnik, który będzie odsyłał do zebranych postów. Polecam serdecznie.

21/11/2012

chciałabym być traktowana bardziej s e r i o,



Może brakuje mi klasy. Elegancji i wyczucia smaku. Może brakuje mi jakiegoś kobiecego polotu. Makijażu dojrzałej kobiety a nie dziewczynki, której drży ręka, kiedy próbuje pomalować rzęsy. Może w mojej garderobie brakuje eleganckich, dojrzałych ubrań. Może pora wymienić moje młodzieżowe koszulki na coś bardziej "poważnego"? Może brakuje mi dowodu osobistego na każdym kroku. Może brakuje mi poważnej fryzury, zamiast wiecznie rozwianych włosów albo niedbałego koczka. Może brakuje mi zamiłowania do poważnych filmów, Chopina albo literatury rosyjskiej. Może brakuje mi  poważnych tematów do rozmowy. Może lat. Może ogarnięcia. 
Po prostu chciałabym być traktowana bardziej serio


poważna fryzura na dziś
Plain White T's - "Hey There Delilah"


P.S: Jeśli jeszcze ktoś się nie załapał i nie zna nowiny, na blogu publikowane są fragmenty "projektu: oprawca". Część pierwszą można znaleźć TU, kolejne już wkrótce. W pasku bocznym można znaleźć dział "PROJEKT: OPRAWCA". Znajduje się tam odnośnik, który będzie odsyłał do zebranych postów. Polecam serdecznie.

20/11/2012

projekt: oprawca,

Gabinet nie pomaga. Jest ciemny, zimny, przesiąknięty zapachem pleśni, zepsucia, niemoralnych zachowań.  Czuję się oszołomiona lodowatością tego miejsca. Jak mam się otworzyć, skoro boję się, że zamarznie mi serce? I tak czuję się zimna jak lód. Bryła lodu przychodzi po pomoc. Niczym królowa śniegu uśmiercam każde ciepło, które stanie mi na drodze. Zasłony. Zgniłozielone, wiszą tak, jakby nie chciały. Są jak mgła, która nie pozwala spojrzeć dalej. Ograniczają spojrzenie na błękitne niebo. Na wolne niebo. Nogi biurka. Pogryzione przez myszy. Nadgryzione przez ząb czasu. Obleśne. Co ja tu robię? Ach, tak. Przyszłam po pomoc. Usiądę, mniej detali będzie mi się narzucać. Fotel jest brudny. Śmierdzi potem wilgotnych, zdenerwowanych dłoni. Przypalony papierosami sprawia wrażenie, że nikt go nie kocha. Jest samotny. Sam został w swojej prostocie i nieszczęściu. Obok stoi drugi. Równie brudny i niekochany. Nie mogą sobie pomóc. Zniszczenie przeniknęło je na wskroś. Mogą liczyć jedynie na łaskawość czasu.
Siedzę na tym fotelu. On mnie otula. Emanuje nieznanym dotąd ciepłem. Samotny, zniszczony, pragnie dzielić się ze mną tym, co zostało z jego misji. Łączy się ze mną w mojej samotności i bólu. On cierpi tak jak ja. Zza biurka przygląda mi się młoda kobieta. Ma przenikliwe oczy, którymi rzuca w moją stronę badawcze spojrzenia. Patrzy na mnie tak, jakby chciała poznać mój sekret. Ma piękne włosy i uśmiech, który topi wściekłość, która niczym złośliwy guz naciska na moje życie. Bombarduje serce kawałkami gniewu, które ostre, sprawiają, że powoli wykrwawiam się. Ostatki sił broczą, tętno zanika niewyraźnie. Nie wiem, czy nadal żyję. Oddech płytki, krótki, urwany. Drążące dłonie szukają pocieszenia. Nie wystarczy już sen. 
Z ust wylewają się słowa. Nerwowo bawię się palcami. Tyle pozostało mi z zabawy życiem - natrętne ugniatanie palców. Są sine, zmarznięte. Chcą już do domu. Potok słów zalewa maleńką kobietę, która słucha. Po raz pierwszy w życiu, ktoś mnie słucha. Nie muszę krzyczeć. Wystarczy, że jestem. Słowa, niczym woda niebezpieczne, zbliżają się do punktu krytycznego. Mój Oprawca wychodzi ze mnie. Wylewa się w słowach, gorących łzach. Jestem w amoku. Boję się własnych słów. Boję się prawdy, która naga, wychodzi na jaw. Chcę zniknąć.
Kobieta ma ciepłe dłonie. Wiem, bo delikatnie uścisnęła mnie, żegnając się i mówiąc: do zobaczenia. Nie wiem, skąd wiedziała, że mam zamiar wrócić. Znów płakać, palić papierosy i opowiadając o nieszczęściu obcej kobiecie. Wiem, że muszę do niej wrócić. Tylko ona może mi pomóc wrócić mi do siebie. Znów stać się sobą.
Na korytarzyku siedzi ciężarna dziewczyna. Patrzę w jej oczy i widzę śmierć. Żal, nienawiść, wyniszczenie. Gdyby fotel miał oczy, właśnie tak by wyglądały. Chciałabym jej pomóc. Jednak najpierw, muszę pomóc samej sobie. Oprawca musi ponieść karę.

19/11/2012

change lust,

"Myślę, że chciałam iść za horyzont. Zobaczyć coś nowego. Zobaczyć coś, co mnie zaskoczy. W czterech ścianach czułam się ograniczona. Coś w środku mówiło mi, że mijam się z moim życiem. Wiedziałam, że przepuszczam je między palcami i pozwalam mu kończyć się, nie biorąc w tym udziału. Żyć, ale nie żyć. Paradoks istnienia.
- Wiesz, tak się ostatnio zastanawiałam. Gdyby tak zmienić swoje życie. Uciec od tego, co mam teraz. Zacząć wszystko od nowa. Jakby to było? - mruknęłam nagle, przerywając martwą ciszę. Podniosłam oczy znad gazety i upiłam łyk kawy. Spojrzałam na Jaspera.
- Myślę, że to odważne. Sam nie postawiłbym wszystkiego na jedną kartę. Zostawić to, co zdobyłem i wyjechać, żeby sprawdzić siebie? Nie czuję potrzeby, żeby dowiedzieć się czy moje życie ma sens. Kocham je takim jakie jest i nic bym w nim nie zmienił. - powiedział, nie odrywając wzroku od monitora. "


18/11/2012

music,


Cicha melodia pulsuje gdzieś wewnątrz mnie. Czuję ją we krwi, w każdej najmniejszej cząstce tej chwili. Toczy się, dociera do miejsc, o których istnieniu nie miałam zielonego pojęcia. Inne dźwięki wplatają się w nią, napływając z zewnątrz. Harmonia tych pojedynczych, małych spraw napełnia mnie spokojem i paradoksalną ciszą. Jest cicho, a jednak coś gra. Otacza mnie też jakiś zapach.
Jest słodko-kwaśny, nienachalny, ciepły i kojący. Zmysły pracują na najwyższych obrotach. Pod przymkniętymi powiekami przemykają barwy. Tysiące kolorów, które układają się w niesamowite obrazy. Niemal słyszę te kolory. Czyż to nie piękne? Ich cichy, doskonale znajomy głos przyprawia mnie o miły dreszcz. Czuję, jakby kropla lodowatej wody ściekała mi w dół pleców. Pościel jest jeszcze zimniejsza niż zagubiona deszczówka. Jest mi obca, choć tak bardzo znajoma. Moje, lecz nie moje. Paradoks sytuacji powoduje niezręczną ciszę i moja-nie-moja melodia milknie. Widzę jej konkretny kształt w niekonkretnym momencie. W ciemności widzę jej oddalający się cień. Boję się stracić to, co znam. W mroku nadal nucę niedosłyszalnie piosenkę. Czuję, że nadal jestem w domu. Uwięziona przez cztery ściany ciemności próbuję drapać. Rozpaczliwie miotam się w poszukiwaniu światła i nasłuchuję wołania ciepłej melodii, która wyprowadzi mnie z ślepej uliczki otępienia. Czuję zobojętnienie. Zabrakło barw, świateł i cieni. Zabrakło ukochanej piosenki i ciepłego oddechu eteru. Zawisłam gdzieś na włosku nad niebezpieczną przepaścią. "Nie boję się" - powtarzam sobie uparcie. Zaklinam się tak długo, że zaczynam w to wierzyć. Nie wiem, ile czasu mija. Świat nadal trwa, a muzyka razem z nim.

16/11/2012

kto ma bardziej rację?

Jest sobie hipotetyczny mąż i jego hipotetyczna żona. To całkiem przypadkowe, hipotetyczne małżeństwo jest ze sobą bardzo szczęśliwe i nigdy się nie kłóci. Pewnego hipotetycznego dnia, hipotetyczny mąż obiecuje hipotetycznej żonie, że zabierze ją do kina, bo ją bardzo kocha i wie, że chciała zobaczyć ten hipotetyczny film. Umawiają się na pewien hipotetyczny dzień oddalony o kilka dób.Następnego poranka pada propozycja z góry. Jedźmy na super wypasiony... seans, powiedzmy.
Super wypasiony seans filmowy, dużo fajniejszy od tego, który hipotetyczny mąż obiecał hipotetycznej żonie. Problem leży w tym, że tylko mąż chce tam jechać. Żona nie lubi tego filmu i bardzo jej zależało na tym filmie, na który hipotetyczny mąż obiecał ją zabrać. Hipotetyczna żona nie wie, co robić. Wie, że hipotetyczny mąż bardzo chce zobaczyć ten drugi film, bardzo go lubi i kiedyś go przegapił. Teraz ma okazję go zobaczyć. Z drugiej strony, hipotetyczna żona jest rozżalona i zawiedziona, bo chciała iść z mężem. Jest smutna tym bardziej, że obiecał, że pójdzie używając argumentu "kocham". Znaczy, że nie kocha? Że kocha bardziej film niż żonę? Wie, że nie. Ale ciężko się pogodzić, ze zmianą wspólnych planów na plan "każdy pójdzie w swoją stronę". 
Kto ma bardziej rację? Zły mąż, który jest zły, bo chce jechać na swój film? Czy hipotetyczna żona, bo mąż nie chce iść z nią, choć jej obiecał?

Versatile Blogger Award

Przyznaję, że jestem totalnie zaskoczona i zaszczycona. Blogowanie blogowaniem, ale zwykle na bocznym torze, gdzieś z tyłu a tu nagroda bloggerów od babki, która zdecydowanie radzi sobie z blogowaniem. W tym miejscu chciałabym powiedzieć dziękuję Melancholii: za to wyróżnienie i za kilka innych spraw. Postaram się spełnić wymogi, oczekiwania. Po prostu zasłużyć sobie na to wyróżnienie.


Fakt # 1
Entomofobia
Po polsku? Paniczny lęk przed owadami. Dosłownie paniczny. Kiedy śnią mi się osy (moje przekleństwo) budzę się zlana zimnym potem. Pająki we śnie budzą mnie momentalnie. Już przebudzona czuję jak po mnie łażą, jak chcą mnie zjeść i nie zasnę spokojnie, dopóki nie będę wiedziała, że nie ma żadnego robala w mojej pościeli. Poza snem? Osa w pokoju - mnie nie ma w pokoju. Najbardziej najadłam się wstydu, kiedy do pokoju wleciała osa, ja bałam się ją zabić i prosiłam ojca mojego faceta, żeby ją zniszczył. No cóż, każdy ma swoje wady, ehehhe. Generalnie, robaki są ohydne, obrzydliwe, ble i fuj.

Fakt #2 
Tatuaż
Mam, kocham i uwielbiam. U siebie a zwłaszcza u kogoś. Na facebooku lwią część moich "lajków" otrzymują panie i panowie z pięknymi dziarami. Przyznać muszę, że to cholernie uzależnia. Pierwszy tatuaż (i jak do tej pory jedyny, niestety :( ) ma już ze dwa lata i od dłuższego czasu obiecuje mu braciszka lub siostrzyczkę :D Mam już projekt, idealną lokalizację, uzbieraną część funduszy. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i w międzyczasie wymyślać kolejne cudowne wizje. Prawdę powiedziawszy, mam już nawet drobne przebłyski geniuszu. :D

Fakt #3
Uzależnienie od muzyki
Kiedyś mój przyjaciel powiedział: ty bez muzyki żyć nie potrafisz. W rzeczy samej. Wszystko, co wpadnie mi w ucho jest przeze mnie męczone, dopóki nie wymęczę (masło maślane). Muzyka 24/7. A to na telefonie, a to na komputerze. Jak jest okazja to chętnie na żywo. Nie ograniczam się. Jestem tolerancyjna jeśli chodzi o brzmienia muzyczne. Nie jestem zdeklarowanym niczym jeśli chodzi o subkulturę związaną z muzyką. Powiedziałabym, że jestem bliżej nieokreśloną mieszanką wszystkiego. No, jednego gatunku nie trawię po prostu. Disco polo to zdecydowanie nie moje rytmy.

Fakt #4
Glany
Mój big, big love - moje ośmiodziurowe Rangersy na potrójnej podeszwie. Niezależnie od pogody, czy upał czy mróz moje buciory dzielnie mi towarzyszą. Przebiegałam w nich pół wakacji i na każdym kroku, co mnie dziwiło właściwie, słyszałam pytanie: "nie jest ci w tym za gorąco?!". Nie, nie jest. Wydałam na nie pieniądze dzielnie zbierane na Woodstock (i pojechały ze mną na Woodstock :D). Kocham je z całego serca. Czuję się w nich kompletna. Spełniona. Wyższa (o tym za chwilę). Silniejsza. Trochę je wykorzystuję, bo używam ich nie tylko do chodzenia. Glany są na przykład świetnymi ciężarkami na nogi do ćwiczeń. Ciężkie, wielofunkcyjne :D Są już z lekka dobite, sfatygowane, sznurowadła wołają o pomoc, przydałoby się wypastować i jakoś o nie zadbać szczególnie, ale mi się wydaje, że glan im brudniejszy, tym bardziej charakterny :D Z resztą, jak wszystkie glany. Mam kolejny cel - tym razem Steele 30-dziurkowe. Proszę trzymać kciuki :D Środek wymienny? Martensy :D Nie dziwota.

Fakt #5
Kawo, herbato i kakaoholiczka
Dziennie wychodzi jakieś 5 litrów serwowanych wymiennie. Mleko z kawą, kawa z mlekiem, kawa bez mleka, herbata malinowa, zielona (*.*), czerwona, kakao prawdziwe (żadne rozpuszczalne szmelce) - gorzkie lub słodzone miodem. Od wyboru do koloru właściwie non stop. Kawy i herbaty nie słodzę. Taka ciekawostka. 

Fakt #6
Niespełniona pisarka
Tym trudnym rzemiosłem trudnię się już 7 lat, czyli od czasu pierwszego bloga. Tak, coś około tego. Początkowo proza, później próby w poezji, później luźne, niczym nie powiązane ze sobą opowiadania. Teraz obstaję raczej przy pisaniu bloga. To mnie rozluźnia, cieszy. Właściwie, pisanie to jedyna stała w moim życiu. Wszystko inne do tej pory się zmieniało, prędzej czy później. Mam takie marzenie: napisać kiedyś coś do końca. Coś cholernie dobrego.

Fakt #7
Mam kompleks na punkcie swojego wzrostu
Staram się go obracać w żarty w stylu: "jak wy staliście w kolejce po wzrost, to ja stałam w kolejce po poczucie humoru/inteligencję/urok osobisty/cycki (hahaha)" albo "rosnę wspak" albo "jeszcze dwie kostki czekolady i będę szersza niż wyższa". Moje nędzne 159 cm wzrostu sprawia, że przy większości ludzi czuję się jak mrówka. Staram się jak mogę, wyprężam kręgosłup ile wlezie, ale 161 cm nie mogę przebić. 


Dziękuję za uwagę!

15/11/2012

open your eyes,





Maleńka, ledwo zauważalna ciupinka, dzięki której tak wiele można zobaczyć. Sama w sobie niepozorna, delikatna, nietrwała, zależna. A jednak - potężna. Zmienia wszystko dookoła. Bez niej czujesz się bezradny. Zupełnie bezradny.
Spójrz tylko, jak niewiele potrzeba, aby przejrzeć na oczy. Tak niewiele, to taki maleńki kroczek, a jednak idzie za tym potęga świadomości, jasności i klarowności. Skok w przepaść, długie spadanie w nieznaną, przerażającą otchłań, zachłyśnięcie się prawdą jak lodowatą wodą po wypłynięciu na głębiny. Blask prawdy o świcie, promień słońca po burzy. Otwórz oczy.

Dlaczego po omacku krążąc w mrokach cieni, przerażeni i nadzy, 
tak bardzo boimy się przyznać prawdzie, że ze ślepotą nam do twarzy?

13/11/2012

wewnętrzne zagotowanie,

Nienawidzę wręcz, kiedy moje myśli o słodkim obibokowaniu burzy jedno słowo: szkoła. Już mi tak dobrze było przez ostatnich kilka dni. Olewka totalna, cudowna błogość robienia-co-mi-się-żywnie-podoba. Już prawie poczułam się wolna. I co? To co zawsze uderza z wzmożoną siłą. Takie są efekty, kiedy wraca się do siebie po tym, jak człowiek poczuje się za dobrze.
 Szlag mnie trafia, chcę się zakopać pod kołdrę, nadal mieć czas na czytanie, słuchanie muzyki, przekopywanie się przez otchłań własnej osobowości. Pić herbatę od rana do wieczora, wymyślać niestworzone historie o tym, jaką to mam wenę, jak zawzięcie się uczę i jak bardzo chce-mi-się-ruszyć-dupę-z-miejsca. Marzenie ściętej głowy. Bardzo jestem w tym momencie smutna, zła, wzburzona. Cholera. Już mi za dobrze było, no.
Nie to, że nie lubię szkoły. Rozumiem, że edukacja jest ważna, muszę przecież zapewnić sobie byt i szczęśliwą przyszłość. Zadaję sobie tylko jedno pytanie. Dlaczego bezpieczna przyszłość kosztuje mnie szczęśliwą teraźniejszość? 


10/11/2012

saturday morning,



Nie lubię wcześnie wstawać w soboty. Dlaczego? Bo albo odsypiam piątkową zabawę i to wciąż o kilka godzin za mało, albo po prostu chcę pospać, poczuć smak wolności i tego, że nie trzeba od ósmej siedzieć na historii literatury amerykańskiej.
Tak więc, jeśli to byłaby normalna sobota, wywiesiłabym Młodszą na balkonie do góry nogami, przykutą kostkami do szczebelków, żeby dyndała tam na wietrze, dopóki nie zaczęłaby przyznawać mi, że jestem królową świata, ale dziś nie mam na to czasu. Dziś mam misję - kupić czapkę (i może rękawiczki ^^), która będzie pasować do kurtki. Tak, zawsze miałam z tym problem i do tej pory byłam mistrzem dobierania do siebie rzeczy z całkiem różnej mańki. Pora to zmienić, ehhe. Tak więc czeka mnie bieganie po sklepach, które wręcz uwielbiam... 
Kiedy już muszę rano wstać, lubię delektować się wczesną porą. Tym, że jeszcze wszędzie jest cicho, że nikt nie skacze mi nad głową. W spokoju zjeść śniadanie, bez pośpiechu, poganiania, kata nad dobrą duszą. Wypić zieloną herbatę (która na zdjęciu wygląda jak kompost o.O) z ulubionego kubka z układem pierwiastków. Tyle chemii w twoim życiu, przypomina.


05/11/2012

savings,

Forma jest różna, treść ta sama, cel zawsze wysoko postawiony. Słoik, butelka, kubek, metalowa puszka, pudełko po ciasteczkach. I masa mniej lub bardziej drobnych pieniędzy odłożonych na różne szczytne cele. Ja zbieram na nowe 30-dziurkowe glany pieczarki, na Woodstock 2013 (jak bozia da), na tatuaż, na bardziej szczytne cele, które mają to do siebie, że są bardziej osobiste i niekoniecznie do dzielenia się nimi na forum publicznym nawet jeśli zdajesz sobie sprawę, że mało kto to czyta, bla, bla, bla.
Zeszłoroczne oszczędzanie pokazało mi, jak bardzo upośledzona jest moja słaba silna wola, moje zdolności do gospodarowania pieniędzmi. Moja WOODSTOCK PUSZKA stała się czymś bardziej w rodzaju puszki ratunkowej na wszelkiego rodzaju tzw. "niespodziewane wydatki" - małe weekendowe szaleństwo, coś dla brzusia łakomczusia, coś dla zaspokojenia manii zakupoholizmu. Koniec końców, moje oszczędności zbierane przez ROK! (zaczęłam od razu po PW 2011 od sierpnia do sierpnia) wyniosły 120 zł (ehehehehehe) i zostały wydane na moje Traktorki. W tym roku póki co idzie mi całkiem całkiem. Mamy początek listopada a ja mam 80 złotych ulala :D Z tym, ze w tym roku docelowo mam w planach zagęszczenie wydatków na sezon letni: tattoo i Woodstock '13 jak bozia da. Jednym słowem SHIT. I trzeba zacisnąć pasa. Buu :(



C Z Y T E L N I C Y