26/01/2013

pokaż mi swoje emocje: strach,

Twarz Jasona zarosła niechlujnym zarostem. Włosy zbyt długie, obgryzione paznokcie. Jason wygląda jak ruina. Zupełnie jak jego mieszkanie, niesprzątane od tygodni. Po tym, jak pamiętnego dnia wrócił z pracy, jedynie zasunął zasłony. Na stoliku zalegał stos listów i reklam z sieci marketów. Na podłodze walały się puste paczki po papierosach, puszki po piwie i butelki po droższych alkoholach. Śmieci wysypywały się ze śmietnika. Odór nie miał się gdzie podziać. W każdym kącie śmierdziało stęchlizną i zgniłymi resztkami jedzenia. Sam Jason cuchnął jakby wytarzał się na wysypisku śmieci w najbardziej aromatycznej stercie odpadków. Jego życie ograniczało się do tego, że ukradkiem wychodził do sklepu po zakupy raz w tygodniu. Ludzie go omijali. Jak zawsze. Wyglądał jakby oszalał.

25/01/2013

przewodniczka istnienia [3]


(polecam czytać przy: klik)          

Rozdział III: Hubert 

Hubert siedział na gorącym murku przed szpitalem wojewódzkim. Palił papierosa za papierosem. Nigdy nie widział Gabriela w takim stanie. Dniami i nocami siedział przy łóżku Natalii, która spała spokojnym snem już od trzech tygodni. Blady, z podkrążonymi oczami, które były zupełnie martwe i bez wyrazu, siedział nieustannie i czytał jej na zmianę Makbeta, Romea i Julię oraz Poskromienie złośnicy. Nie było w nim odrobiny życia. Smutek przemawiał przez niego na każdym kroku.

23/01/2013

na bezrybiu i rak ryba,

Skończył się papier toaletowy w bałwanki, reniferki i Mikołajki. Skończyło się wyjmowanie pyszności zmyszkowanych w czeluściach zamrażarki, nad czym okrutnie ubolewam. Trzeba przyznać, że pierożki w tym roku były w dechę. Skrzętnie ukryte przed młodszą siostrą słodycze od babci też się już skończyły. U części rodzin już nawet choinki nie ma, o czym świadczą zasypane igliwiem chodniki (u mnie stoi - sztuczny śmierdziel - i robi za nocne oświetlenie korytarza). Nawet WOŚP i  Blue Monday już za nami. I studniówki.  I styczeń za pasem (a może raczej w pasie?)... I sesja na horyzoncie. Trzeba w końcu przejrzeć na oczy - 2013 wparował na pełnych obrotach. Leci z górki na pazurki. Nie zdążę powiedzieć "Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter" a już trzeba będzie zastanawiać się, gdzie spędzę kolejnego sylwestra. I w czym?! Właściwie, zanim dobrze przyswoiłam sobie ten fakt, prawie 1/12 roku minęła jak z bicza strzelił. Ta myśl wywołuje we mnie myśli autodestrukcyjne a depresja zapędza mnie w kozi róg.

21/01/2013

Libster Blog Award

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, 
tiulowa_spódnica wyznaczyła mnie do zabawy. 
W sumie, dlaczego nie? :)




20/01/2013

w rękach wściekłego losu - chaos niekontrolowany,

Lucy zastanawiało, jak to się dzieje, że za każdym razem, kiedy tylko wydaje jej się, że chwyciła wierzgającego byka za rogi, nagle okazuje się, że wściekły byk to tak naprawdę wypchana krowa i tak naprawdę wsadziła palec w jej ufajdany odbyt. Ble, cuchnąca prawda w oczy kole. Lucy zawsze gównem w oczy.  A mogłoby się wydawać, że w końcu ma nad czymś kontrolę; to silne odczucie, że dzierży w dłoniach ster wielkiego statku płynącego do stacji Powodzenie okazało się tak realne jak nocna mara, która pozostawia paskudny niesmak w gardle i ślady gorzko-słonych łez na policzkach.
Mogłaby przysiąc, że ma wszystkie karty wyłożone na stół. Przecież faktem jest, że kiedy masz wszystkie dane i znana jest każda niewiadoma, najtrudniejsze zadanie z fizyki kwantowej staje się możliwe do rozwiązania. Przecież widziała tak wyraźnie tę kawę wystawioną na stół, jako urozmaicenie gry w black jacka. Czuła jej aromatyczny, smakowity zapach, delikatną mgiełkę unoszącą się nad spokojną taflą w szklance. Szkoda, że kawa okazała się nie pysznym latte a zwykłą, zimną, gorzką lurą, której nie dało się przełknąć. Szkoda, że spokojna tafla przeistoczyła się w rozwścieczony ocean, prawdziwa burza w szklance kawy. Awantura o nic. Jednak musiała spiąć się w sobie, bo jak to tak? Wypluć ohydną prawdę na wykrochmaloną koszulę osoby siedzącej obok niej? Można by, lecz Lucy miała w sobie resztkę honoru. Jej durne decyzje zaparzyły jej tę wstrętną kawę, więc teraz musiała ją wymęczyć.
Lucy chwiała się na krawędzi. Złapała się nieistniejących rogów wypchanej krowy i teraz zwisała niebezpiecznie nisko nad miejskim rynsztokiem. Czuła smrodek unoszący się i tańczący frywolne tango tuż pod jej nosem. Jak się z tego wywinąć? - zastanawiała się a oczami wyobraźni jak tonie w szambie nieprzemyślanych decyzji jak w ruchomych piaskach. Modliła się o jakiś znak, a najchętniej o rycerza w lśniącej zbroi z ciągnikiem, którym wygramoliłby ją z tego szajsu. Mógłby mieć jeszcze piękne, białe ząbki, sypkie, niesforne włosy i całą głowę niesamowitych pomysłów, które radykalnie odmieniłyby jej niekontrolowane życie. Właściwie, mogłaby sobie sama poradzić i zazwyczaj tak odkrzykiwała, kiedy tylko ktoś proponował jej pomoc (bo przecież jest taka samodzielna i niezależna...). Niezaprzeczalnie jednak, zazwyczaj nie zwisała  na niewidzialnych rogach a jej palce nie brodziły w gównie. Wszystko byłoby takie proste, gdyby miała w garści nogi Boga albo chociaż jakąś małą wskazówkę, jak wydostać się z opresji (Niezbędnik Damy w Opresji, cz. 1, Wydawnictwo Jędza-Zołza) a nie masę włosów, które wychodziły jej na potęgę. Koszmar, koszmar na kółkach. Chciała się obudzić. Musi się uszczypnąć. Nie, to nie możliwe? Dlaczego? Bo musi trzymać się kurczowo nieistniejących rogów wypchanej krowy. W innym przypadku, cała wyląduje w niezłym szambie. 
A może to jest rozwiązanie? Może wcale tak nie będzie? Może zaryzykować? Powoli zaczęła rozkurczać palce lewej dłoni. Musi się uszczypnąć, musi się obudzić. Ze strachem w oczach puściła lewą dłoń....


ciąg dalszy nie nastąpi* 




* ponieważ Lucy nie wie, co stało się dalej

18/01/2013

ukierunkowana rewolucja,

W jej głowie kołatała się jedna, maleńka, bezbronna myśl. Obijała się o wyłączone obwody czuciowo-mózgowe, z lekkim hukiem lądując w dołku zwanym podświadomością. "Co ja, do cholery, tutaj robię?!". Tak właściwie, doskonale wiedziała, co robi. Uświadamiał jej to nachalny jęzor usilnie wpychany do jej ust i drapieżne dłonie zrywające z niej resztki wyjściowej kreacji, nad którą spędziła dłuższą chwilę a która została zupełnie niedoceniona. Wygięła usta w podkówkę i obraziła się na momencik. Rozglądała się badawczo. Przemierzając drogę z korytarza do łóżka oprócz oczywistego języka poczuła nieprzyjemny zapach wilgoci i duszącej stęchlizny. Była pewna, że właśnie minęła zapuszczoną męską łazienkę bez obiegu powietrza. Zemdliło ją lekko, ale postanowiła się tym w najmniejszym stopniu nie przejmować. Pod stopami coś groźnie zagruchotało. Właściciel nachalnego jęzora przeprosił za naczynia ustawione na podłodze - podczas rozmowy telefonicznej nie miał możliwości odstawić ich do zlewu. Kolejna fala grozy zalała serce kobiety napastowanej wielkimi dłońmi barmana. "Błąd" - pomyślała - "barman był złym wyborem. Już więcej nie będę mogła pokazać się w tym pubie". Ta myśl na chwilę ją zajęła i zasmuciła, bo naprawdę lubiła ich ofertę drinków. Naprawdę chodziło o drinki, mimo że jej przyjaciółki były przekonane, że chodzi tam tylko dla barmana.

16/01/2013

strange winter,


Z rozgwieżdżonego nieba leniwie sypał się biały puch. Miękki, zimny, topniejący na gorących ustach. Nieobecna Roma powolnym krokiem przemierzała ulice tak dobrze znanego jej miasta, choć tak naprawdę była zupełnie w innym miejscu. Dookoła jej zamyślonej głowy małe, figlarne płatki tańczyły walca. Wirowały, niesione lodowatym wiatrem z północy. Dookoła jej sparaliżowanego stagnacją ciała rozlegały się przygłuszone dźwięki tętniącego życiem skrzyżowania głównych dróg. Nerwowy klakson i pokrzykiwanie spóźnionej na spotkanie kobiety w czerwonej sukience. Przypadkowi przechodnie mijający ją w szalonym pośpiechu i stroskane mamusie ciągnące swoje pociechy na sankach, które rozwrzeszczane bachory dostały od brodatego Mikołaja. Doganiały ją zapachy smakowitych potraw wymykające się niepostrzeżenie przez uchylone okna mieszkań, domów i restauracji. Czuła też rozkoszny zapach dopiero co zaparzonej zielonej herbaty. Jej usta wygięły się w rozmarzonym uśmiechu, w oczy wlała się radość. Postanowiła coś zmienić. Ten dzień był zupełnie inny. Roma postanowiła odmienić swoje życie.

13/01/2013

pokaż mi swoje emocje: gniew,

Z reguły był spokojnym człowiekiem. Mieszkał ze swoim starym psiną przy jednej z głównej ulic tego umierającego miasteczka. Lubił długie spacery po zmierzchu. Brał wtedy ślepego na jedno oko, kulawego wyżła i szedł przed siebie tak długo, aż na horyzoncie pojawiały się pierwsze oznaki świtu. Lubił to miasto, bo po zmroku wydawać by się mogło, że jest jedyną żyjącą osobą w promieniu dziesięciu kilometrów. Jason uwielbiał być sam. Był aspołecznym dupkiem, który nienawidził ludzi. Sam siebie znienawidził w momencie, kiedy uświadomił sobie, że zupełnie oszalał.

10/01/2013

przewodniczka istnienia [2]



(polecam czytać przy: klik)                           

ROZDZIAŁ II: NATALIA

Otworzyła oczy, choć równie dobrze mogłaby tego nie robić. Nienawidziła tych potwornych ciemności. Ciągły mrok ją przygnębiał. Miała już tego kompletnie dosyć. Nie mogła się doczekać, kiedy znów zobaczy słońce i lśniące włosy Gabrysia. Tak bardzo chciała nie tylko poczuć zapach róż za domem jej rodziców i dotknąć ich aksamitnych płatków, ale też zachwycić się ich karmazynową czerwienią. Marzyła o tym, żeby znów zobaczyć ukochaną burzę oraz niebezpieczne, granatowe wody i bałwany piany rozbijające się o falochron. Uwielbiała zapach malinowej herbaty i smak elektrycznego, burzowego powietrza, ale ciągle było jej mało. Kochała jego dźwięczny głos i ciepło skóry, które czuła obok siebie każdego poranka i każdego wieczora, ale ona chciała więcej.

08/01/2013

power of sisterhood,

Penny nie nadążała za małą, ruchliwą dziewczynką w czapce z pomponem. 
W założeniu miały być dwa pomponiki - zwisające na uszkach - jednak został tylko jeden. Drugi musiał odpaść podczas zabójczych harców w śniegu i w rezultacie mała Elsa wyglądała jak miś lub słodki szczeniaczek z klapniętym uszkiem. Sama uparcie twierdziła, że jest kłulikiem. Właściwie, można byłoby przyznać jej rację. Wielkie i wystające górne jedynki upodabniały ją do rasowego gryzonia. Do tego proszę dodać lekko wyłupiaste, brązowe oczka, czapkę z uszkami i króliczą kitkę, którą uparcie przypinała sobie agrafką do tyłka podczas zabaw w domu. Jakimś cudem Mamince udało się wyperswadować małej Elsie pomysł przyczepiania sobie ogonka do szkoły. Kosztowało ją to pół kilograma marchewek i obietnicę, że zabierze ją do kina na Hałego Potteła. Mała Elsa nie do końca wiedziała, kto to taki. Widział go na plakacie w pokoju Penny - swojej starszej siostry. Był ładny i nosił okulary. I był aktorem - czarodziejem. Elsie niczego więcej nie było potrzeba do szczęścia.

06/01/2013

the ring,

Jason siedział lekko przygarbiony na starym, drewnianym krześle w zadymionym salonie. Sięgnął po szklankę wypełnioną ognistą whisky. Wziął łyka i poczuł jak wszystko wewnątrz zalewa płomień bezsilności. W kominku cicho trzaskały wilgotne polana a ciepłe płomienie odbijały się w szafirowym szkiełku starego pierścionka jego mamy. Przez myśl przemknęło mu szybko, że ten piękny kamień jest koloru oczu Marii Consalidy. Stropiony, postarał się nadać swoim zabójczym tęsknotom pierwotny bieg. Maria. Smakował jej imię za każdym razem, kiedy lądowało na jego ustach. Błękitnooka piękność, której dusza przypominała mu górski kryształ. Niczym nieskalany, pierwotnie dobry i perfekcyjnie doskonały twór, który wypełnił jego gniewne serce po same brzegi. Nerwowo obracał drobny krążek między zesztywniałymi palcami. Przyglądał mu się z każdej strony, jak gdyby miał zdradzić mu najpiękniejsze tajemnice wszechświata. Tak właściwie, nie zależało mu na wszystkich tajemnicach, prawdach i pięknych ideach. Chciał poznać odpowiedź tylko na jedno pytanie, które w chwili, kiedy z trudem utrzymywał ten maleńki pierścionek w trzęsącej się dłoni, było jedyną rzeczą, która zaprzątała jego strudzony poszukiwaniem właściwej drogi umysł.

04/01/2013

space between us,

Liczą się te małe rzeczy. Małe ruchy Ziemi, które układają nas w konkretnym położeniu, w szczególnej relacji z drugim człowiekiem. Ciche słowa niesione wiatrem, unoszące się w powietrzu między dwiema twarzami. Małe pół-szepty, zwyczajne uśmiechy, dyskretne spojrzenia i góry namiętności. Tajemnicze połączenia między-duszowe. Misterny plan  dla dwojga serc w gwiazdach lśniących nad czworgiem oczu zapisany, tylko dla nich. Małe ruchy w głębi człowieka. Dygotanie, niecierpliwe oddechy, drżące serca, które z utęsknieniem pragną bliskości.

03/01/2013

dream,

Gdzieś kiedyś wyczytałam, że gorączka twórcza jest cudownym stanem, kiedy słowa spływają z palców i kiedy wcale nie czujesz presji, wysiłku. Pisanie staje się naturalnym stanem. Naturalniejszym niż oddychanie. Słownik osobisty poszerza się do rozmiarów horyzontalnych a nadmiar słów wylewa się na podłogę. Twórczość jest piękna.
Gorączka wywołana jakimś śmierdzącym wirusem, który powoduje kaszel rozrywający moje wnętrzności na strzępy, z pewnością nie sprzyja wenie twórczej. Gorzej, sprzyja kompletnemu rozespaniu. Ostatnia doba była rozchwianym spacerem nad przepaścią, między jawą i snem. Totalna pustka w głowie, jakieś głupie majaki przyprawiające moją głowę o nerwowe pulsacje. Zerwałam się jak poparzona, zlana zimnym potem z rozrzuconego po całym pokoju łóżka, bo zjadała mnie wielka, obleśna, fioletowa sesja. Boli mnie żołądek od hektolitrów chemii, która w nim ląduje. Czuję się jak rozwleczona po wszechświecie, bezkształtna masa. 
Próbowałam pobudzić jakoś moją twórczość. Entuzjastów mojego pisanego ja przepraszam uroczyście, ale moja wena mówi, że nie wydusi z siebie ani słowa, dopóki nie będę w stanie zapisać go bez zaspania w oczach i trzęsących się z zimna dłoni. W sumie, to ta moja wena jest całkiem ludzka. Tak się o mnie troszczy. Jedno mnie smuci. Że to na pewno minie. I kiedy już będę w stanie, nic nie napiszę.
Najgorsza rzecz w tym wszystkim? Że podczas ostatniej drzemki miałam cudowny sen. Cudowne słowa mi się śniły. Moje słowa. I co? Nic z tego nie zapamiętałam. Usiadłam do komputera z nadzieją, że kiedy zasiądę i zacznę pisać, to samo wróci. Nic z tego. Nic. Nie wracają. A jestem przekonana, że były dobre jak nie wiem co!
Idę dalej spać. Może znów coś mi się przyśni. Jakieś piękne słowo. Albo to, że jesteś teraz obok i to ciepło twojego serca mnie grzeje a nie narastająca gorączka. 

01/01/2013

again,

(bardzo długa, nic nie znacząca retrospekcja) Na moich starych blogach, pogrzebanych w czeluściach Internetu, miałam taki zwyczaj, że jak nie miałam w głowie totalnie pomysłu na tytuł a miałam parcie na posta, obierałam jedną z dwóch dróg: albo nadawałam mu tytuł "ściana 1/3/5/100*" lub też nazywałam post tytułem piosenki, która akurat leciała w tle, w momencie kiedy próbowałam wymyślić coś twórczego. (koniec retrospekcji)
Od południa pierwszego dnia pierwszego miesiąca w roku spędziłam dziewięć godzin siedząc przed komputerem jak zahipnotyzowana i słuchałam Topki Trójki.

C Z Y T E L N I C Y