05/07/2013

trochę wody upłynęło,

Przyznam się szczerze, że musiałam się głębiej zastanowić, aby przypomnieć sobie, jaki jest adres mojego bloga. Nie kogoś ze znajomych, choć przyznam, że i ta część mojej pamięci niestety pokryła się kurzem, który zaczął żyć i tworzyć zorganizowaną przestępczość (nie myślcie, że kiedy przepadłam na kilka chwilek, zapomniałam o tych, których czytam regularnie - czytałam zawsze i czytać będę). Przeraziłam się nie na żarty i postanowiłam machnąć jakieś sympatyczne zdanko... ewentualnie siedem albo dwadzieścia.

Problem jest to, że przez chwilę załączyła mi się jakaś taka bierność. Jakby klawiatura działała na mnie odpychająco, nic nowego nie chciało wypłynąć spod moich palców. Nawet najbardziej banalny i tani bełkot. Aż do czasu, kiedy kilka dni temu, pod moją karmazynowo-bakłażanową czupryną zaczęła materializować się historia.


C Z Y T E L N I C Y