28/11/2013

polish remover,

Ten stan sprawia, że jestem wyjątkowo rozstrojona.
Znów mam szczękościsk
Dokucza mi bezsenność. 
Powiedziałabym nawet, że bardzo dokucza.
 Irytuje. Rośnie frustracja. I lęk






Ludzie reagują na strach w różny sposób. Na strach, stres, bezsilność. Jedni płaczą, inni się pocą, innym serce trzepocze jak oszalałe, niektórzy mdleją. Niektórzy nie okazują tego w ogóle. Może się nie boją.
Ja jestem skubaczem. Skubię nitki przy ubraniach. Szarpię kolczyk. Albo skórki. Jednak moją ulubioną rzeczą do skubania jest lakier do paznokci. W nerwach bawię się palcami i wtedy drapię. Łatwo zobaczyć, kiedy mnie dopadło. Zaczerwione od drapania dłonie i obskubany lakier...


Myślałam, mój drogi, że tę przykrą część mamy już za sobą. Jednak wróciłeś. Jesteś jak bumerang. Cholerny, pieprzony bumerang. Mam cię dość, przeklęta cholero. Pieprz się!



25/11/2013

jak poradzić sobie ze śmierdzącym kiblem?

Kibel. Śmierdzący poimprezowym gównem kibel. Ohydnie capiący kibel, do którego strach wleźć. Jak sobie z nim poradzić?
A) usiąść na nim i za pomocą swojej szanownych czterech liter uniemożliwić przepływ nieprzyjemnego zapachu? wątpliwe
B) spuścić klapę - nie czarujmy się, niewiele to da. gówno to gówno, zawsze da radę
C) obwiesić kibel pachnącym papierem w słodkie pieski, owieczki albo truskaweczki, co będzie służyć za upiększenie brzydkiego zapachu. udekorować jak choinkę. wykazać się kreatywnością. że niby ma to być jakiegoś tam rodzaju udogodnienie w kwestii smrodu. jak jedzie szambem to niech przynajmniej będzie ładnie
D) nawrzucać pełno papieru. tak dużo, że aż zapchamy kibel. zasłonimy źródło smrodu. jak nie widać to nie śmierdzi. że tak powiem, gówno prawda. będzie śmierdzieć, a gówno to gówno - zawsze wypłynie
E) wyjść z kibla. nie będzie śmierdzieć. fakt. ale jak tam wrócisz, będzie śmierdzieć starym, poimprezowym gównem. będzie capić, aż się zrzygasz. albo może tam wejść ktoś inny. i zerzyga się na widok twojego poimprezowego gówna.
F) wcisnąć magiczny wcisk Brise Mini Spray - będzie pachniało kwiatuszkami, lasem, morską falą. warto jednak pamiętać, że chwilowo. bo to środek tymczasowy - gówno i tak się przebije

A gdyby tak spuścić wodę? Zgasić światło, wyjść, uruchomić wentylację, a dodatkowo, żeby było miło - wcisnąć Brise'a. Najprostsze rozwiązania najczęściej są najlepsze, a czasami tak ciężko na nie wpaść.

Już tak mam, że trudne sytuacje życiowe lubię porównywać do śmierdzącego lub/i zapchanego klopa. To wydaje mi się takie... dobrze ilustrujące zaistniałą sytuację. Gównianą sytuację. Tak często próbujemy wymyślać niekonwencjonalne metody, zamiast wybrać najprostszą, najbardziej oczywistą i najskuteczniejszą. Można to porównać też do zamiatania brudów pod dywanik. Nie łatwiej, zamiast nagromadzać stertę śmieci pod naszymi stopami, zebrać je na zmiotkę i wyrzucić do kosza na śmieci. W końcu i tak zamiatamy, więc o co chodzi?


21/11/2013

kiedy oczekiwania spotykają się z rzeczywistością,



Jak placek powinien wyglądać każdy wie. Taki normalny, ludzki placek
Powinien być w miarę zwarty, kształtny, zarumieniony.
Powinien.


20/11/2013

c'est la vie,

Niektórzy mówią, że prawda zależy od punktu widzenia. Albo że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Niektórzy uważają, że prawda jest tylko jedna. Znam ludzi, którzy uważają, że prawdy nie ma wcale. Ja na ten temat konkretnego zdania nie posiadam. Wiem tylko, że prawda bywa szokująca, niezrozumiała i oszałamiająca aż do szpiku kości.
Życie jest jak fizyka. Rządzą nim niezmienne prawa, które nie zawsze są wygodne. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć go choćby w części. Jego efekty bywają piękne, niebezpieczne, rażące, urzekające. Nie mamy wpływu na mijanie nieubłaganego czasu, nie mamy możliwości zmiany decyzji. To jak reality show, które sprawdza nas wszystkich po kolei jak żyjemy. Czy potrafimy żyć. Czy potrafimy radzić sobie z emocjami, decyzjami, z samymi sobą. Jesteśmy tylko pionkami, które ktoś przesuwa, zbija, matuje. Toczy się jedna wielka gra, w której nawet przegrany może być wygranym. Wszystko zależy od tego, na jakim polu stoisz, jakie pionki stoją wokół ciebie, jaki będzie twój ruch i ruch współgraczy. Możliwości jest wiele. Tysiące kombinacji życia, które nigdy nie będzie takie samo. Nigdy nie stoimy na stratnej pozycji, zawsze jest jakaś możliwość. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od sytuacji. Wszystko zależy od punktu widzenia i od tego, jakie jest nasze podejście. Rachunek, kalkulacja. Nie zawsze na chłodno. Człowiek - zazwyczaj istota kochająca. W grę wchodzą uczucia - namiętności i nieznane wcześniej żądze, które obezwładniają serce, które wali jak oszalałe. Czasem wolałoby się usunąć czucie. Wymazać myśli, wspomnienia. Oszukać siebie samego. Życie pod woalem kłamstw, który osaczy, poddusi i zniszczy do cna. Żyjemy na delikatnej pajęczynie niepewności, obwinięci kokonem szaleństwa i zupełnego obłędu, wijemy się w spazmach i szlochach wiedząc, że gdzieś tam grasuje krwiożercza bestia - nasze rozkołysane uczucia. Wiemy, że bestia nas zniszczy. Wiemy to, że nastąpi bolesna autodestrukcja. Niszczymy sami siebie, siebie nawzajem, jak zawodowi mordercy skręcamy kark, pozbawieni uczuć, złudzeń, wszelkiej nadziei i zdrowego rozsądku. Karmimy się łgarstwem, trucizną. Toczymy najgorszą z możliwych wojen. Chciałoby się powiedzieć "c'est la vie". Tak w istocie jest. My, życiowi idioci, krążymy jak bombowce nad najpiękniejszymi miejscami i zrzucamy, bezlitośnie, toksyczne bomby. Nie potrzebujemy supermocy, aby dokonywać potwornych zniszczeń w nieprzebytych przestrzeniach naszego rozsądku lub jego braku.
Nawet najpiękniejsza maska kiedyś odpada. Nawet najdoskonalszy morderca w końcu zostawi odcisk palca na klamce. Nawet kłamstwo doskonałe leżące gdzieś na dnie serca, zostanie kiedyś wyciągnięte. Jak Titanic, z dna oceanu. Jak Titanic, na którym nadal trwa bal.
Bal nadal trwa. Włóżmy więc maski i bawmy się do rana. Rano muzyka ucichnie. Ucichnie tylko po to, żeby nocą zagrać od początku.



 free us from this world

18/11/2013

jestem w nastroju,

Dzieją się ze mną ostatnio dziwne rzeczy. Serio, nie robiłabym nic innego tylko spała. Jako, że dziś mogłam sobie na to pozwolić, bo nikt nie zganiał mnie z łóżka - wyobraźcie sobie, że wstałam o 14:30. Alarm! Alarm! Szczyt bezproduktywności z mojej strony. Tak szczerze, od rana (hahahahha!) tej pory nic nie zrobiłam, czym mogłabym się pochwalić światu. Kupiłam zeszyt dla Sikorki ("męski", więc dostałam opieprz), posiliłam się, wzięłam relaksującą kąpiel, poczytałam, rozczesałam włosy (ostatnio mocno się plączą i wymagają ode mnie wyjątkowej łagodności i troski, czym nadszarpują moje zszargane nerwy). Teraz mam zamiar położyć się do łóżka, wziąć mojego podręcznego Hemingway'a, kontynuować czytanie i pachnieć czekoladą. Nie to, że będę się objadać tym kakaowym bóstwem. Ostatnio się od tego powstrzymuję, ale ciężko mi było wytrzymać bez tego zapachu. Bo wiecie, ja jestem uzależniona od zapachu czekolady. Bez jedzenia jakoś bym się obyła, ale bez tego zapachu odchodzę od zmysłów. Zwłaszcza, kiedy przygotowuję się do spotkania z szatanem.* Wzięłam więc siebie i swoje zacne dupsko w troki i poszłam do Natury pędzikiem i zakupiłam moje nowe kosmetyczne bożyszcze. Tak właściwie nie po to tam szłam, bo miałam kupić tylko szampon (ale jak zwykle weszłam i zostawiłam tam cholerne 50 zł!?), ale jestem szczęśliwa, że postanowiłam się w to zaopatrzyć. Kocham to cudeńko prawie tak bardzo jak wszelkiego rodzaju mazidła i psikadła, które pomagają mi rozczesać się ostatnimi czasy. Cóż to takiego? Otóż taki tam peeling cukrowy o zapachu czekolady i kokosa. Wyobraźcie sobie to niebo dla mojego nosa. Potrzeć jeszcze palce o skórkę grejfruta, zaparzyć herbatę, zapalić świeczkę zapachową (mam zamiar sobie czekoladową kupić - w Ikei mają takie co smakowicie pachną <3).
No i później pójdę spać. No, może jak mi się będzie chciało, to machnę jakąś zgrabną prezkę o subkulturach, bo mnie deadline goni i generalnie niewiele rzeczy odtikowałam ostatnio. No, snu wyrabiam normę za cały blok. Mogę być z siebie dumna.
Generalnie jakoś tak zapierdziela czas... albo tak dużo śpię. Ale mam zadziwiająco mało czasu na rzeczy, na które miałam jeszcze tak dużo dni do zrobienia. Jeszcze kawał czasu, mówiłam. TAAAAK, ładnie ładnie. A tu się okazuje, że bibliografię trzeba zdać za chwilkę właściwie a ja mam jeden artykuł znaleziony. No, jeszcze jedną książkę w drodze mam. Mam też szczerą nadzieję, że ta książka się nada do czegoś.
A, i jeżeli czytają to jacyś mądrzy ludzie, którzy:

  • znają się na statystyce i mają szczerą wolę pomocy w opracowaniu danych z ankiety
  • uczyli się teorii komunikacji i znają jakieś dobre podręczniki na ten temat
to prosiłabym o kontakt mailowy choćby - tu można znaleźć adres.

teraz jestem na etapie fuck off, do oddania zadania 1 - 6 dni
o oddaniu licencjatu jeszcze nie myślę...



Jestem w nastroju: będę leżeć, czytać i pachnieć.


p.s: moja metoda na zyskanie większej ilości czasu

* przygotowuję się na spotkanie z szatanem - 
dosłowne tłumaczenie Prepare to Meet Satan, w skrócie PMS ;)




EDIT (19.11): Jestem w nastroju "burrito of sexiness pain". 
kill me, i wanna die. or wait, maybe my uterus will kill me first. she's bitch today.

12/11/2013

the addict,


Czuję w kościach, że zimno coraz bliżej i pora wyciągnąć dużą ilość koców i wełnianych skarpet
Cieszę się, że wczoraj zrobiłam dużą część roboty zaplanowanej na najbliższych kilka dni i teraz mogę trochę zwolnić tempo. 
Doceniam w ludziach bezinteresowność, lojalność i zdrowy dystans do siebie i świata. 
Chciałabym żeby praca licencjacka sama się napisała i obroniła :(
Myślę, że przydałaby mi się nowa torba, ale nie mam na nic kasy.
Słucham różnej muzyki, a gdybym miała zacząć wymieniać ulubione zespoły to siedziałabym tu do końca roku. Ale chyba największą miłością jest zespół The xx. A poza tym, to lubię mocne, rockowe rąbnięcie. ;) 
Oglądam Chirurgów i Jak poznałem waszą matkę. I filmy pana Tarantino. 
Czytam Komu bije dzwon Hemingway'a. Później na liście: Szklany klosz Plath, Mechaniczna pomarańcza Burgerssa, Mord w katedrze T. S. Elliota. 
Szukam książek i artykułów, które będą się nadawały do bibliografii.
Nie mogę doczekać się, kiedy ten rok akademicki się skończy, praca zostanie napisana i obroniona a ja będę mogła w spokoju usiąść z jakąś książką, którą chcę sama z siebie przeczytać i nie znajduje się na żadnej obowiązkowej liście.

07/11/2013

an imprisoned slave,




Tylko raz; każdy kiedyś próbował; 
przecież nic się nie stanie; nikt nie widzi. 
To już ostatni raz... 

05/11/2013

muselive, and so on

koncert MUSE 2007 Wembley // source
Niemałą gratkę dla fanów brytyjskiego zespołu szykuje Multikino. W wybranych miastach (Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław, Bydgoszcz, Gdańsk, Gdynia, Rzeszów, Łódź, Zabrze, Szczecin, Lublin) już za dwa tygodnie - 19.11.2013 tuż po 20 - zostanie wyemitowany koncert zespołu MUSE, który odbył się w lipcu tego roku w Rzymie. Za półtora godzinne show będziemy musieli zapłacić od 25-27 złotych. (tutaj więcej informacji)

03/11/2013

happiness,

Podczas jednej z tych długich, bezsennych nocy zaczęłam zastanawiać się nad tym "co mnie uszczęśliwia". Zaczęłam się na tym zastanawiać, bo coś do mnie dotarło. Coś oczywistego, jasne. Jednak i to trzeba sobie uświadomić. Poznajemy siebie, poznajemy własne potrzeby. Zauważamy, że coś nas cieszy, coś innego z kolei irytuje. I tak naprawdę nie będziemy potrafili sami siebie uszczęśliwić, dopóki nie nauczymy się patrzeć wgłąb siebie. Olśniona i rozbudzona zupełnie moim nowym sposobem na uszczęśliwienie samej siebie, zaczęłam intensywnie myśleć.

Co mnie uszczęśliwia?

C Z Y T E L N I C Y