27/02/2014

madness,




Za głowę się złapałam, kiedy zobaczyłam, że ostatnio pisałam tutaj coś dwa tygodnie temu! Matko bosko, przecież to śmierć kliniczna dla bloga. Staty mu spadły do zera, no to biorę się za klawiaturę i oto jestem.
Na swoje usprawiedliwienie mam jedno słowo: japierdzieleniewyrabiamzlicencjatempromotorkamniezniszczy. 
Mam za sobą wszelkie etapy rozpaczy: gryzłam ściany, wyłam jak ząbkujące niemowlę, piłam melisankę hektolitrami (i nie pomagała, wyobraźcie sobie...), rzucałam się po pokoju w poszukiwaniu inspiracji. Przez 5 godzin pisałam jedno zdanie, kasując je na okrągło i przepisując je w różnych opcjach. Zalewałam się łzami patrząc na pustą kartkę i migający, frustrujący kursor. Miałam uderzenia gorąca i permanentny napad paniki. Jednak! wzniosłam się na chwilę ponad łzy i mini-zawały serca, znalazłam drogę, wyobraźcie sobie. Uznałam, że w końcu jakoś leci. Do momentu, kiedy kumpel mnie nie oświecił, że idę nie tam, gdzie powinnam i generalnie, to mimo to, że mam kilka stron, to tak naprawdę nie mam nic.

Jeszcze nie zalewam się łzami. Poczekam do soboty i konfrontacji z promotorką. 

Tak więc, na ten moment mnie nie ma. Wracam za 3-4 tygodnie. Trzymajcie za mnie kciuki!

standardowy już obrazek, pojawiający się tu raz na jakiś czas... >.<




13/02/2014

jak zwykle w połowie lutego,

O czym można by pisać w połowie lutego, jeśli nie o walentynkach... Włączyła mi się frustracja dziś i, wybaczcie, ale muszę miotnąć jadem i wyładować się jakoś emocjonalnie.
Szczerze, całe to "święto" w sumie ani mnie grzeje, ani ziębi. Jest okazja, żeby wyjść gdzieś we dwoje (jeśli cudem znajdzie się gdzieś miejsce..), zwłaszcza, kiedy zazwyczaj siedzi się w domu - fajnie tak czasem, a każda okazja jest dobra, więc - czemu nie. Jasne, wkurza mnie ta cała komercja, ale co zrobić - żeruje się na głodzie, na innych potrzebach fizjologicznych (papier toaletowy też się sprzedaje, ale nikt tego nie komentuje - każdy to robi, najlepiej zarobić na gównie...), na chorobie, to czemu by nie zarabiać na zakochanych. WHY NOT, zróbmy biznes.
Jako osobnik sparowany, poszłam dziś na shopping. Stwierdziłam, że do standardowej walentynki z dziwnym wierszykiem w moim wykonaniu, chciałabym coś jeszcze. Jeden sklep, drugi, piąty, dziesiąty, ... i, zgadnijcie co?! Gówno. Serio, inaczej tego nie można skomentować. Rozbawiła mnie jedna sytuacja.

Wchodzę do sklepu. Na ladzie leży z tuzin misiów, serduszek lub misiów na serduszkach - większość to to samo, tylko większe lub mniejsze.

(E)kspedientka: Czegoś Pani szuka?
Ja: A, jakiegoś drobiazgu walentynkowego.
E: Och, proszę tutaj spojrzeć, taki duży wybór - mamy serduszka mówiące aj lof ju i takie słodkie misiaki. *robi minę kota ze Shreka prezentując mi jedno z jej cudeniek*
(taki wielki wybór)

Zaniemówiłam. Po odzyskaniu władzy w mózgu po zobaczeniu tej Armii Miłości podziękowałam grzecznie i opuściłam lokal.
Paraliż mózgu powrócił, kiedy w każdym kolejnym sklepie widziałam TO SAMO. No, później natknęłam się jeszcze na kubki z serduszkami lub w kształcie serduszek i poduszkę z napisem "kochanie, dzisiaj tak" i parą w bardzo jednoznacznej sytuacji (świetny gadżet, zwłaszcza kiedy twój facet nadal mieszka z mamą!).

Zastanawiam się, dlaczego tak trudne musi być znalezienie czegoś dla faceta pod trzydziestkę. Co prawda, obudziłam się z ręką w nocniku, więc czas nie był sprzymierzeńcem, portfel też zbytnio mnie nie wspierał. 
Ale cholera, z takich misiów srisiów to nawet dziecko by nie miało pożytku. Upiorne to i na dodatek wyje. Nawet na igielnik się nie nadaje. 
Papier toaletowy to przynajmniej jakoś się różni - pachnący, w truskawki albo szary. A tu przed walentynkami robi się czerwono na wystawach i cholera, lepiej kupić srajtaśmę...

I wiecie co? Wszystko prowadzi do seksu... bo no nie wiesz co kupić - straszna dylema. W końcu wypatrujesz na wystawie bokserki. Zbawienie. Gaci nigdy za wiele. (złota myśl) Wchodzisz do sklepu, oglądasz, próbujesz zwizualizować sobie pośladki swojego faceta, czy te bokserki na pewno będą dobre (faza pierwsza), i kiedy już znajdziesz najmniej nieodpowiednie (bo jakie gacie w serduszka są odpowiednie dla faceta... -.- serio, widziałam dziś straszne rzeczy), jedziesz wręczasz mu prezent no i chcesz od razu sprawdzić, czy są dobre. Przymierza (faza druga). Pośladki zwirtualizowane. (+18)

A później na takie memy się trafia - cóż, takie życie.


Także ten tego - udanych walentynek
;>

11/02/2014

pokaż mi swoje emocje: wstyd,

Jason Malcolm jest cudownym dzieckiem. Ma sześć lat i zna już tabliczkę mnożenia. Nauczył się czytać, kiedy jego rówieśników interesowała tylko zabawa. Jason nie lubi bawić się z innymi dziećmi. Uważa, że są takie nudne i zupełnie nieodpowiedzialne. Jason nie jest świadom tego, że pozjadał wszystkie rozumy. Jest klasowym mądralą. Nie wie o tym, ale inne dzieci wcale nie chcą się z nim zadawać. Dzieci wolą się dobrze bawić niż słuchać marudzenia małego lizusa. Właściwie, nawet gdyby Jason wiedział o podejściu innych dzieci do jego osoby, nie dotknęłoby to za bardzo. Zawsze przyjaźnił się tylko z książkami. 
Jego rodzice są z niego tacy dumni. Kiedy tata wraca ze spotkania z nauczycielką, w nagrodę przynosi Jasonowi nową, ciekawą książkę. Jego mama, kiedy go chwali, pieszczotliwie przeczesuje palcami złociste włosy. Jason to bardzo lubi. Lubi też, kiedy mama całuje go w czoło na dobranoc i kiedy robi na śniadanie kanapki z czekoladą.
Dzień matki zbliża się wielkimi krokami. Dzieci uczą się wierszyków. Jason bardzo przejmuje się swoją rolą. Nie chce sprawić zawodu swojej mamie. Każdego wieczoru Jason siada przed lustrem i recytuje wierszyk, starając się zachować na buzi najbardziej czarujący uśmiech, na jaki tylko go stać. Jason bardzo kocha swoją mamę i zrobi wszystko, żeby zawsze była uśmiechnięta.
Jest jeszcze jedna osoba, którą Jason obdarza szczególnym uczuciem. Ma na imię Marisa, ma osiem lat i uczy się grać na gitarze. Marisa nawet nie wie o istnieniu chłopca. Bardzo chciałby, aby dziewczynka go zauważyła. Bardzo chciałby przyjrzeć się z bliska jej pięknym warkoczom. Nauczycielka wybrała ją, aby śpiewała piosenkę na przedstawieniu. "To smutne" - myśli Jason. Marisa nie ma swojej mamy.
Nadchodzi wielki dzień. Jason ubrał swoją ulubioną koszulę w czerwone groszki i w drodze do szkoły mamrotał pod nosem swoją kwestię. Czuł dziwny ucisk w brzuchu i powracające mdłości, ale nie przejął się tym zupełnie. W szkole panował podniosły nastrój. Na zajęciach plastycznych dzieci zrobiły upominki dla mam. Jason nie radził sobie najlepiej z plastyką. Jego kwiatek wypada miernie przy pracach innych dzieci. Jason jest smutny z tego powodu.
Uśmiechnięte mamy zajmują swoje miejsca na widowni. Na twarzy Jasona rozkwita piękny uśmiech, kiedy zauważa swoją w pierwszym rzędzie. Dostrzega też Marisę. Nauczycielka wplata jej w warkocze czerwone wstążki. Jason rumieni się i odwraca wzrok. Zaczyna się przedstawienie. Wzruszone mamy trącają się łokciami i mówią do kobiet, które siedzą obok nich: "Spójrz, to moje dziecko. Jestem taka dumna."
Nadchodzi kolej Jasona. Chłopiec wychodzi na środek sceny i upewnia się, czy mama i Marisa widzą go dostatecznie dobrze. Teraz jest gotowy, aby podbić serca publiczności.
I nagle Jasona otacza nieprzenikniona ciemność. Jego serce miota się jak maleńki ptaszek w klatce. Ze spoconych dłoni wypada mu mikrofon. Zaczyna nerwowo zaciskać palce. Nie może wydusić z siebie ani słowa. Uświadamia sobie, że mówienie do lustra to zupełnie coś innego niż mówienie do publiczności. Ogarnia go paniczny strach. Zapomniał tekstu. Nie widzi swojej mamy. Lęk przez zawiedzeniem najważniejszej osoby w jego życiu zupełnie do sparaliżował. Nie kontroluje drżenia kolan i brody, do oczy napływają mu gorące łzy, które ciekną po rozpalonych w s t y d e m policzkach.
Jasona z transu wyrywa salwa szyderczych śmiechów. Zza pleców dobiega go aksamitny głos Marisy: "Patrzcie, dzieci! Jason się zesikał!". Chłopiec poczuł się taki zdradzony. Marisa z niego szydzi. Jego policzki płonęły karmazynową czerwienią. Białe palce były zimne jak lód, a kolana nie przestawały drżeć. Jego małym, mądrym ciałkiem zaczęły targać spazmy. Czuje żal, rozpacz, rozgoryczenie, zupełną bezradność, obezwładniający wstyd. Jason dostrzegł swoją mamę. Ma smutek na twarzy i kiedy zauważa, że syn patrzy na nią zapłakanymi oczami, spuszcza głowę. Jason uświadamia sobie powagę sytuacji. Stoi z zasikanymi spodniami na środku sceny, nie może się ruszyć, nie ma dokąd uciec, ale najgorsze dla chłopca jest to, że zawiódł swoją ukochaną mamę.
Cała sytuacja trwała chwilę, która dla Jasona Malcolma ciągnęła się całą wieczność. Nauczycielka z gracją doskoczyła do chłopca i posyłając matkom na widowni przepraszające spojrzenia, pociągnęła chłopca za kurtynę. "Tylko spokojnie, Jason, musisz się uspokoić." Jak ma się uspokoić? Jak on teraz spojrzy w oczy swojej mamie?
Jason w najgorszych snach nie śmiał myśleć, że spotka go taki koszmar. Najchętniej zapadłby się pod ziemię.

05/02/2014

LBA - znów o mnie?

W sumie już brałam udział w LBA, ale Cosiowej nie umiałabym odmówić. Poza tym, mamy okazję, żeby pogadać o autorce, bo kiedy jest na to lepszy moment niż wtedy, kiedy na ścianie ląduje setny post. 
Tak jest: jesteśmy razem już od 100 wpisów, od września 2012. W międzyczasie: 37 obserwatorów, 12981 wyświetleń, 1848 komentarzy i masa moich uśmiechów, kiedy widziałam kolejną osobę w moich skromnych progach. Dziękuję wam, komentatorzy i czytelnicy za to, że jesteście. Zostańcie jeszcze trochę, nie będziemy się nudzić ;)
Bez dłuższego ględzenia przejdźmy do meritum. Dodam jeszcze tylko, że z skaczącą powieką się uporałam i jestem super szczęśliwa ;) Odpalam muzyczkę i lecę z koksem.

***


1. Możesz być postacią z książki lub filmu - kogo wybierasz?

Musiałam się chwilę zastanowić i wiem! Chciałabym być Kubusiem Puchatkiem. Jest grubszy niż wyższy, ale wisi mu to; jest najszczęśliwszy na świecie, kiedy zje miodku i ma cudownych przyjaciół. I mieszka w drzewie - hello! Zdecydowanie Kubuś!

2. Dokończ zdanie: Mój blog to dla mnie... 
...odskocznia od rzeczywistości i opatrunek na rany emocjonalne ;) już od stu postów to jedno z miejsc na świecie, które jest moim bunkrem. 


3. Czego najbardziej chciałabyś się nauczyć? 
Najbardziej chciałabym się nauczyć wybaczać: sobie i innym. A mniej metafizycznie? Chciałabym mówić biegle w przynajmniej 6 językach ;)

4. Kim jesteś? 
Jestem kobietą, córką, siostrą, narzeczoną, przyjaciółką, studentką, bloggerką, marzycielką rozkochaną w książkach i muzyce. Jestem głuptasem uzależnionym od herbaty i papierosów. Za żelki oddałabym mały palec u stopy, ale jako że mam pośladki w rozmiarze nie takim jak sobie bym tego życzyła, jestem też cukroholikiem na odwyku, więc słodyczy się nie tykam już od tygodnia #wooooow 

5. Jaka powinna być twoim zdaniem przyjaźń?
Przyjaźń? Lojalność i zaufanie. I szacunek dla drugiej osoby.

6. Twoje mieszkanie płonie. Musisz szybko wyskoczyć przez okno i możesz chwycić tylko jedną rzecz. Pod ręką masz ulubioną książkę, mp3, kosmetyczkę i telefon. Co weźmiesz?
Telefon - mam w nim książki i muzykę. Bez kosmetyczki jestem sobie w stanie poradzić ;)

7. W jaki zawodzie za nic w świecie nie chciałabyś pracować?
Nie chciałabym być komornikiem. Nic innego w tej chwili nie przychodzi mi do głowy.

8. Jaka była twoja pierwsza praca?
Miałam może z 11 lat i pojechałam z koleżanką zbierać truskawki. Od tamtej pory: nigdy więcej :D

9. Dokończ: Mój grzech główny to...
PMS: zdecydowanie nieumiarkowanie w jedzeniu - mój żołądek na czekoladę i żelki nie ma wtedy dna. Reszta życia: lenistwo. Mogłabym spędzić na słodkim-nic-nie-robieniu całe wieki, czytając książki i pijąc herbatę.

10. Czy to, co robisz teraz w życiu odpowiada temu, o czym marzyłaś i co chciałabyś robić?
Nie, jako dziecko chciałam być nauczycielką, później lekarzem (w tym patologiem hahahhaha) a na końcu prawniczką. Czy to jest to, co chciałabym robić? Cóż, póki co studiuję i lubię to. Lubię też to co studiuję - jestem wręcz czynnie zafascynowana i mało mi wiedzy. Co będę robić po tych studiach? Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia ;D


Jako, że już wcześniej brałam udział w LBA, nie nominuję nikogo i dziękuję za uwagę ;)


jakoś mnie tak wzięło
na dęsy, dęsy, dzikie pląsy

02/02/2014

oż powieka!

Jak to zimą, zimną i znieczulającą paluszki, herbata w ilościach potrójnej normy dobowej poszła w ruch. Jedna się skończy, zaparzam następną i tak all day, all night. Dobra herbatka, ciepła, zdrowa, przyspieszająca metabolizm. Byłam przekonana, że herbata ma tylko zbawienne właściwości dla organizmu. Figa z makiem jak się okazało.
Smuteczek taki, że herbata - podobnie jak i kawa - zaburza wchłanianie magnezu. Skutkiem takiej reakcji na dłuższą metę jest... wooow, niedobór magnezu. Niedobór magnezu powoduje m.in. zwiększenie pobudliwości nerwowo-mięśniowej, tiki nerwowe (np. drganie powieki czy warg), osłabienie i nieprawidłowość pracy serca, skurcze łydek, wypadanie włosów, łamliwość paznokci.
(anegdotka)Wtorek. Siedzę sobie u J. i słucham jak pięknie gra na gitarze jakieś niestworzone melodie. Nagle czuję, że coś mi się z okiem dzieje. Myślę sobie cholera, zawija mi się soczewka! wypadnie a ja nie mam przy sobie zapasowej pary! cholera, cholera! Na szczęście, pomrugałam, pomrugałam i soczewka wróciła na miejsce. Sytuacja z zawijającą się soczewką przytrafiła mi się jeszcze dwa razy. Czwartek. Północ. Wieczorna toaleta, kremik pod oczy i tak dalej. Patrzę we własne odbicie w lustrze a ono w którymś momencie zaczyna do mnie mrugać! I znów czuję wypadającą soczewkę. Pojawił się jeden mały szczegół sprawiający, że możliwe stało się niemożliwe: 5 minut temu zdjęłam soczewki! Soczewki nie ma a chce wypaść! Czary!(koniec anegdotki)


Cóż, w anegdotki jestem słaba - wybaczcie. Jak się okazało, to nie soczewka miota moim okiem a tik nerwowy spowodowany niedoborem magnezu. Uroczo. Diagnozę postawił wujek Google, na podstawie tego artykułu: klik. Teraz nic innego jak pochłaniać kakao, orzechy, pestki dyni, płatki i otręby owsiane i modlić się, żeby ten tik szybko ustąpił, bo jest niezwykle wkur... irytujący. Dina, tylko SPOKOJNIE...


C Z Y T E L N I C Y