30/12/2014

intro //

source

Jakoś to powoli leci. Kończy się ten rok, w którym tak bardzo moje życie nabrało rozpędu i kolorów, że chyba jeszcze nie jestem w stanie do tego przywyknąć. Nauczyłam się, że jak będę za dużo planować, to ktoś inny zrealizuje moje plany i że trzeba spontanicznym bardziej być. W ciągu kilku miesięcy z beztroskiego studenta stałam się panią domu mniej lub bardziej perfekcyjną, dorosłym człowiekiem, do którego przychodzą rachunki i który ma swój etat, który musi wyciułać. Przeżyłam szok "krótkich świąt". W sensie, pracujących, a nie takich, które uzupełnia półmiesięczna przerwa w nauce. Dwa dni świąt (chwała za wolną wigilię!) żeby objechać dwie rodziny podczas gdy tej drugiej połowie akurat na moje wolne dni wypadła służba to trochę za mało.
Ale powiem Wam, że nigdy nie byłam szczęśliwsza.




Mojego szczęścia stało się troszkę mniej, kiedy przedwczoraj utopiłam telefon. Póki co, jeszcze nie wszystko stracone, bo oddałam go w mam nadzieję dobre ręce, i mam jeszcze większą nadzieję, że do mnie wróci cały i zdrowy. Albo że będzie cały i zdrowy chociaż przez chwilę, żebym przekopiowała kontakty. I zdjęcia.


C Z Y T E L N I C Y