28/11/2016

I feel good, nananana



Poczułam powiew pozytywnej energii. Jakaś    ś w i e ż o ś ć    we mnie weszła. Mój ogar trwa i zdaje się mnie nie opuszczać. Pozytywnego kopa dało mi spotkanie z moją Promo, czego zupełnie się nie spodziewałam. Spodziewałam się co najmniej piorunów z nieba. Okazało się jednak, że jest nieźle i tylko tak dalej. Co więcej, po przegadaniu planu badania, pani Promo stwierdziła, że jeżeli właśnie tak to zrobię, będzie ciekawie. Nie przypuszczałam, że tak krótka (acz treściwa) rozmowa może tak bardzo podnieść na duchu. Tak bardzo podbudować. I zmotywować. Jakoś inaczej spojrzałam na pisanie pracy. Tym bardziej, że przekopałam się już przez pierwszy (ten najgorszy) rozdział i teraz już będzie lepiej. A z pewnością ciekawiej! :) Normalnie jestem podekscytowana! 
W ramach listopadowych rozrywek pojechaliśmy sobie w zeszłym tygodniu na Doktora Strange'a. Z czystym sercem mogę go polecić fanom efektów specjalnych i fankom Benedicta. Choć momentami film był odrobinę przydługawy, dobrze się bawiłam i nie mogę doczekać się kontynuacji :D
Do tego wszystkiego najcudowniejszą nagrodą za ciężki miesiąc jest nasz wyjazd do Poznania! Jaram  się jak pochodnia i tak nie mogę się doczekać, że żeby go przyspieszyć, zagięłabym czasoprzestrzeń, gdyby tylko to było możliwe! Po co do Poznania? Ponieważ już w środę odbędzie się tam koncert mojego najukochańszego zespołu na świecie - The xx. :D Kiedy się o tym dowiedziałam o mało nie padłam z wrażenia. Co więcej, w styczniu ma wyjść ich nowy krążek. Czuję się fanowsko rozpieszczona.To jest to, co tygryski lubią najbardziej.
Właśnie do mnie dotarło, że za cztery tygodnie święta! Mam wrażenie, że cały ten rok tak szybko przeminął, że boję się mrugnąć, żeby przypadkiem się nie okazało, że kiedy otworzę oczy, będzie już po świętach. Jakoś wcześnie zaczęłam w tym roku czuć ten klimat. Kupiłam choinkę i ozdoby już na początku listopada. Jeszcze jej nie wystroiłam, ale już nie mogę się tego doczekać. Wyglądam z niecierpliwością tego okresu spotkań z rodziną, kiedy człowiek na chwilę może zwolnić i usiąść z bliskimi przy gorącej herbacie.
Ale zanim to, jeszcze trochę pozasuwam. A później? Później będzie już tylko lepiej. 

18/11/2016

loud places,



Mam dziś dobry dzień. 

Wiecie, co odkryłam? Jestem na takim etapie życia, że mam dobry dzień kiedy jestem ogarnięta (co ostatnio rzadko mi się zdarzało, bo Lost i bo Desperate Housewives - gratulacje dla mnie, tak bardzo dojrzale!).
Dziś wstałam z łóżka dziwnie wypoczęta i stwierdziłam "to jest mój dzień". I nie wiem, czy jest to właśnie kwestia nastawienia i tego pozytywnego głosu gdzieś z tyłu głowy, czy to faktycznie gdzieś w gwiazdach zapisano, że dnia 18 listopada wstanę i ruszę dupę.
Tak czy inaczej, mieszkanie wygląda... względnie przyzwoicie. Jeszcze mam kilka rzeczy do zrobienia, ale mam takie wrażenie, że znajdę na to moment. Grunt, że zaczyna przypominać mieszkanie a nie chlew :D Zbieram się do rytualnego mycia okien, ale na to muszę się psychicznie przygotować :D
Poszłam z Kapslem na długi spacer. Słońce tak słodko pieściło policzki, że gdyby nie to, że musiałam się spieszyć do pracy, pewnie spacerowałybyśmy do samego zmierzchu.
Muszę jeszcze dziś przeżyć swoją zmianę. Mam dobry humor, więc mam nadzieję, że nie trafi mi się dziś jakiś kwiatek i nie odbierze mi resztek wiary w ludzi. Przede mną jeszcze sześć dni, więc potrzebuję pozytywnego nastawienia.
Listopad mija mi pod znakiem szeroko pojętego zagonienia. Po grudniu nie spodziewam się też czegoś innego - zapewne da mi równie mocno w kość jak ten miesiąc. Nadal męczę magisterkę (ale działam! jest progres, pani promotor!) - jeszcze trochę przede mną, ale jestem dobrej myśli (a przynajmniej tak sobie w mawiam!). Mój problem polega na tym, że dużo pracuję, a przed/po pracy już tak bardzo mi się nie chce, że to jest normalnie karygodne. Powinnam wziąć urlop na pisanie pracy. Chociaż znając mnie i tak by nic z tego nie wyszło :D

Chyba muszę częściej mówić sobie "to jest mój dzień". Już dawno nie było mi tak dobrze.






C Z Y T E L N I C Y