31/01/2017

2016 in flashback,

Załapałam dziś taką refleksję przeglądając zdjęcia z zeszłego, że 2016 był rokiem mega wielkich, gigantycznych zmian.
Po raz kolejny podczas naszego wspólnego życia się przeprowadziliśmy. Ta przeprowadzka była dla mnie o wiele cięższa, jednak rezultat był wart całego tego wysiłku. Kiedy weszliśmy na dobre do naszego gniazdka, które na początku trochę odstraszało, a które dzięki ciężkiej pracy mojego J. i jego Taty stało się naszym prawdziwym Domem, poczułam wielką ulgę. I falę szczęścia, która zalała mnie doszczętnie. 
Przygarnęliśmy też do naszego życia Kapsla - przesłodkiego pieska, który okazał się być suczką, która właśnie w tym momencie próbuje zakopać smaczka w mojej pościeli strasznie przy tym piszcząc (musi być na później :D).
W 2016 roku zdałam również pierwszy rok studiów magisterskich. Co ciekawe, dłubiąc piąty rok w tym samym temacie, wciąż odrywam coś nowego. I wciąż mnie to cieszy. (ale jeszcze bardziej cieszę się, że udało mi się wygrać z jęz.kognitywnym z wynikiem dobrym! z tą gałęzią językoznawstwa jednak chętnie się pożegnam, au revoir!)
I pojechałam też na koncert The xx, o którym marzyłam od kiedy po raz pierwszy usłyszałam Intro
I po dwóch latach obcięłam włosy! 
I wreszcie, największa zmiana w moim życiu - wyszłam za mąż Miałam najśmieszniejszą podróż poślubną na świecie (pozdro Toruń, jeszcze tam wrócimy :D) i wszystko, wszystko było idealne.

I naszła mnie taka refleksja: czym zaskoczy mnie ten rok? Aż drżę z ekscytacji, co czeka na mnie za rogiem. Bo jeśli 2017 będzie tak samo bogaty w elektryzujące doświadczenia, to może być ciekawie hahahaha😎

zostawiam Was z Edem, ja i Ed spędzamy ostatnio baaardzo dużo czasu :D





24/01/2017

long night,

Już dawno nie doświadczyłam bezsennej nocy. Zupełnie bezsennej. Przyszłam z pracy o 23. Teraz jest 4:11, mam oczy jak pięć złotych i ani śladu senności. Rzucałam się przez trzy godziny, później przez godzinę oglądałam youtuba (nawet haule i get ready with me - taki poziom desperacji).  Do tej pory nie zmrużyłam oka. Ciekawe dlaczego... to na pewno nie te dwie kawy przed południem i energetyk, którego wypiłam w pracy o 18, żeby nie zaryć nosem w biurko.

Kapsel wgramolił się do wyra. Nie wiedziałam, że taka mała pchełka może zajmować tak dużo miejsca i że tak dzielnie potrafi walczyć o swoje miejsce. Tak, jej miejsce. Człowieki tylko pożyczają pieskowe łóżko. Człowieki, idźcie spać gdzieś indziej :D

Nie, tu nie chodzi o wyro. Tu chodzi o człowieki. Tam gdzie człowieki tam pieseł. Uwielbiam tę psinę.

Obczajam od kilku dni nową płytę The xx. Szczerze, chwilę musiałam się do niej przekonywać. Z Coexist nie miałam czegoś takiego. Od pierwszego momentu zakochałam się w każdym kawałku. Z I See You jest inaczej. Niemniej, polecam. Zwłaszcza Performance. 

Jeśli chodzi o moje naukowe osiągnięcia na poziomie "trzecia sesja magisterska": facet od socjo chce mnie wykończyć psychicznie, odkładając ogłoszenie wyników zaliczenia i zerówki już o ponad tydzień (to w sumie też może być powodem mojej bezsenności). Dosłownie podskakuję na krześle z każdym blipnięciem telefonu. Za bardzo to przeżywam. Przerost ambicji nad diną. Na szczęście, jeszcze jedna (tylko i aż) sesja przede mną, przynajmniej w najbliższym czasie.

A, no i piszę pracę. Dziś chcę zawieźć pierwszą część drugiego rozdziału (:D) do promo. Mam nadzieję, że przychyli się ku mojemu pomysłowi, bo jeśli karze mi wyrzucić 20 stron (osobisty rekord, moja promo nigdy nie dostała ode mnie takiej ilości makulatury na raz :D) to chyba się zaciukam...

Trochę (a właściwie to nawet bardzo...) losowo dziś rzucam jakimiś luźnymi myślami. Podejrzewam, że to ta pora.

Uświadomiłam sobie przed chwilą, że dziś mija pięć miesięcy od naszego ślubu. A wydaje się jakby to było wczoraj. Czuję na policzkach ten wiatr i słońce. Czuję smaki tego dnia, czuję... czuję jakby to było wczoraj.

jest 4:37, sąsiedzi wstają do pracy
ściskam i odmeldowuję się,
dina




01/01/2017

something new begun //

Dzisiejszy dzień spędziłam odrobinę leniwie. Trochę pospałam, obejrzałam koncert Muse z Rzymu, poszłam na spacer z moim Mężem i psiakiem. Popijam wodę z plasterkiem pomarańczy i słucham podium Topu Wszech Czasów. Pouczyłam się (hmm, czy to tylko czy aż czytanie..?), żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że w jakiś sposób zmarnowałam dzień. Drżę, sesja się zbliża. 
Miałam też taki moment chwilowej zadumy. Myślałam o minionym roku. Naszła mnie taka refleksja - jak ważny był dla mnie ten rok. Wiele się zmieniło w moim, w naszym życiu. Podjęliśmy kilka ważnych i mniej ważnych decyzji. Wzięliśmy życie w swoje ręce. 
I tym właśnie sposobem spisałam 13 postanowień na nowy rok. Pierwszych postanowień w moim życiu. Żadne wielkie plany. Raczej kilka wskazówek jak żyć. Żadne górnolotne czy ważne dla świata decyzje. Ważne dla mnie, bo takie mają być. Dotarło do mnie, że tylko ja sama mogę zrobić coś ze swoim życiem i że jeżeli sama nie podejmę jakichkolwiek kroków - nic się nie wydarzy. A ja chcę, żeby w moim życiu się działo.
Spiszę moje małe postanowienia w pięknym kalendarzyku i będę do nich codziennie wracać. Będę analizować, czy idę w obranym przeze mnie kierunku. To banalne, robić postanowienia akurat w Nowy Rok. Jednak dzisiejszy dzień jest w jakimś sensie inny. Szczególny. Nie wiem, dlaczego akurat dziś obudziła się we mnie potrzeba zmiany. Tak, to jest to czego potrzebuję - zmiana. Poczucie, że trzymam ster we własnych rękach. Chyba dorosłam na tyle, żeby postawić sobie wyzwanie, na którego wypełnienie mam rok. Chyba coś we mnie pękło. Chcę być totalnie odpowiedzialna za siebie i swoje decyzje. Zawalczyć o siebie.
Chcę, aby ten rok coś znaczył. Tego życzę na ten nowy rok sobie i wam, kochani. Życzę nam wszystkim, aby ten rok był dla nas wszystkich łaskawy i po prostu dobry.




C Z Y T E L N I C Y