25/03/2017

a little bit of magic //

source
Czekałam na wiosnę i chyba przyszła. Trochę więcej słońca, z tym uśmiechem ostatnio to różnie bywa, ale się staram. Karmię się wspomnieniami, trochę zatracam się w pokonywanych kilometrach. Zaparzam miętę z jabłkiem i na chwilę unoszę się nad ziemią. Na chwilę zamykam oczy i daję się utulić słońcem. Słucham dużo muzyki, żeby ta cisza, która wlewa mi się w serce na chwilę znikła. 
To wszystko tylko tak na chwilę. Na sekundkę, na momencik. Wraca do mnie to ciepło jakie od Ciebie biło. Zatracam się w nim, choć wiem, że nie powinnam; że to może być zgubne. Kolejny dzień, kolejna godzina. 
Poszłam dziś pobiegać, obudziło mnie słońce. Później jakoś się zachmurzyło. Świat stracił kolor. A teraz znów wyszło słońce i jest pięknie. Taka kolej. Wszystko ma swój czas. Słońce i cień. Życie i śmierć. Staram się myśleć, że to ma sens. Ciężko mi go odnaleźć, ale muszę wierzyć, że gdzieś tam jest. 






ściskam was wiosennie, miłego popołudnia i miłej niedzieli
dinka

15/03/2017

miss u already,


Dziękuję za każdy dzień, za każdy uśmiech
za każde dobre słowo, dobrą radę i Twoje dobre serce.
Dziękuję, że byłaś ze mną. 

już za Tobą tęsknię.

09/03/2017

smutne czasy, (trochę recencja Logana, trochę wewnętrzny bełkot)

Pisałam we wtorek na fejsbuku o tym, że byłam w kinie na filmie Logan: Wolverine. I że się na nim zawiodłam. Po upływie dwóch dni muszę trochę zmienić swoje stanowisko.

Nie wiem ilu z was jest fanami X-menów i Wolverina. Ja byłam od zawsze (no, od kiedy pamiętam). A sam Logan był moją ulubioną postacią tego uniwersum. Tak więc kiedy usłyszałam że wychodzi nowe widowisko poświęcone Wolverinowi, które ma być zwieńczeniem jego historii (co więcej, ostatnim filmem z Jackmanem w roli Logana *chlip chlip* ale jak to?!), wiedziałam że pojadę i zobaczę go w kinie.

source

Moje pierwsze odczucia? WHAT DA FAK. Serio. Byłam zbulwersowana finałem. Nie na taki zasłużył Wolverine. Byłam tak zła, że sama się sobie dziwiłam. Bulwers bulwersów. Liczyłam na WOW, na fajerwerki, na wywalenie z laczków. Przytup.
Dzisiaj jednak mam na ten temat trochę inne odczucia. To, czego jestem pewna to to, że w pierwszym momencie wzięłam pod uwagę tylko zakończenie filmu (nadal uważam, że jest do bani i ktoś poszedł na totalną łatwiznę). Jednak właśnie przez to zakończenie umknęła mi reszta filmu, która uderzyła mnie ze zdwojoną siłą w skutek ostatnich wydarzeń w moim życiu osobistym.

Zderzyłam się boleśnie z rzeczywistością. Widok cierpienia bardzo bliskiej mi osoby zdominował moje myślenie. Kilka  z trudem wypowiedzianych słów przewierciło mój mózg na wylot. 
Jak się zachować? Co robić? Jak pomóc?

Niewypowiedziane cierpienie. O tym właśnie jest Logan. To film o umieraniu. O zbliżaniu się ku końcowi. I w tej materii: kawał dobrej roboty. Bije z niego taka... ciężko mi to nazwać. Ból i cierpienie. Walka. Ale też utrata nadziei. Jakkolwiek się wkurzałam, muszę przyznać się, że się pomyliłam.

Dziś rozumiem ten film w zupełnie inny sposób. Musiałam spojrzeć na niego drugi raz. Dopiero wtedy dotarł do mnie jego sens.

C Z Y T E L N I C Y