08/07/2017

summer autumn,

Pierwsza, krótsza część urlopu już za mną. Zresetowałam się trochę po trudach ostatnich kilku miesięcy, które dnia 28 czerwca zwieńczyłam obroną na piątkę. Jeste magistre. W końcu. Daję wam znać, bo tyle o tej pracy i obronie ględziłam przez ostatni rok, że wypadałoby wspomnieć, że już nie będę ględzić, bo to już KOOOONIEC.
Znaczy, chętnie bym jeszcze postudiowała (i pewnie jeszcze wrócę na uczelnię), ale już miałam TAK BARDZO DOŚĆ tej pracy, że na ten moment jestem mega szczęśliwa. I spełniona.
Pogoda niestety na Kaszubach nie rozpieszcza, więc urlop, poza kilkoma dniami, które były w miarę, spędzam zawinięta w kocowe burrito na kanapie nadrabiając zaległe książki i masowo pochłaniając Orange is the new black (uwaga, uzależnia!). 
Jakbyście zobaczyli mój letni outfit, poskładalibyście się ze śmiechu. Golf, koc, ciepłe kapciuchy i grzaniec. Jest taka zimnica, że nie możemy chałupy dogrzać. Nie pozostaje nic innego, jak przytulić się do leżącego obok 36.6 i mieć nadzieję, że paluchy z zimna nie odpadną.
Powoli schodzę z moich zaległych książek jak pisałam, także jak macie coś fajnego do polecenia na wakacje, to napiszcie w komentarzu - szukam inspiracji :) 
A, i jak znacie jakieś warte odwiedzenia miejsca na trasie Gdańsk - Olsztyn bądź Olsztyn -  Łomża to też możecie coś fajnego podpowiedzieć, za każdą sugestię stokrotne merci :)

source

C Z Y T E L N I C Y